
Wojciech Cejrowski po trzech latach przerwy znów ruszył w Polskę ze swoim stand-upem. Nie obyło się jednak bez trudności. „Mnie ta gonitwa ze Złym o imieniu GW nawet zaczyna się podobać” – zapewniał jednak Wojciech Cejrowski.
Seria występów znanego podróżnika i publicysty w Polsce odbyła się pomimo trudności. Problemem były wcześniej zarezerwowane sale, które pod wpływem „Gazety Wyborczej” wypowiadały Cejrowskiemu umowy. Jednak żaden z występów nie został odwołany. Zmieniały się tylko miejsca. Niektóre z nich były nietypowe.
11 marca występ w Łodzi, zamiast w Teatrze Jaracza, odbył się w Ranczo Campoverde.
„Występy w stadninie wyszły dużo lepsze niż w teatrze. Gdy jestem lekko wkurzony, gram lepiej. A byłem wkurzony na sabotażystów z GW, którzy chcieli Państwa pozbawić dobrej zabawy” – oświadczył Cejrowski.
Nazajutrz w Warszawie nie było takich problemów – ale to wyjątek. „Teatr Palladium się nie ugiął i oba występy się odbyły. Ponad 600 osób na każdym” – relacjonował podróżnik.
Miejsce występu trzeba było jednak zmienić we Wrocławiu i Poznaniu, gdzie wycofało się Multikino.
„Dwa występy w sklepie z kafelkami. Jestem zachwycony!! Mnie ta gonitwa ze Złym o imieniu GW nawet zaczyna się podobać. Wnerwiają mnie, a to powoduje, że daję coraz lepsze występy. I jest mi już OBOJĘTNE czy wystąpię w teatrze czy w wieży ciśnień. Ja mogę nawet na wysypisku śmieci” – pisał po występie w Poznaniu Cejrowski.
„Za komuny pomagałem organizować Teatr Domowy, czyli zakazane przedstawienia teatralne w prywatnych domach. Teraz czuję się podobnie. Jest super! Oni piszą, że wszystkie występy odwołane, a my, na razie wszystkie co do jednego wykonaliśmy!” – skwitował.
Na dziś (22 marca – przyp. red.) zaplanowano ostatnie dwa występy w marcu – w Krakowie. Odbędą się w Park Inn by Radisson.
Źródła: facebook/Cejrowski.com