Samochód elektryczny
Obrazek ilustracyjny/Samochód elektryczny - stacja ładowania Foto: Pixabay
REKLAMA
Holenderscy politycy nie chcą samochodów elektrycznych. Wymieniają kilka powodów i skarżą się, że elektryki są… niewygodne.

Politycy w różnych krajach co i rusz opowiadają, jak ważna jest walka ze zmianami klimatu i co obywatele powinni w związku z tym zrobić. Na przykład – ich zdaniem – powinni przesiąść się na bardzo drogie i mniej efektywne samochody elektryczne.

Gdy jednak przychodzi do działania, ci sami politycy już tacy hop do przodu nie są. Holenderscy dygnitarze nie chcą być wożeni samochodami elektrycznymi.

REKLAMA

W Holandii co jakiś czas wraca temat wymiany rządowej floty na samochody elektryczne. Politycy znajdują jednak jakieś „ale”, by nie rozstawać się z dotychczasowymi limuzynami.

Jak podaje holenderski Telegraaf, przed wymianą floty na auta elektryczne holenderskich polityków odstrasza m.in. brak komfortu w jeździe. Okazuje się, że elektryczne cacka mają zbyt mało miejsca na nogi i nad głową.

Pojawiają się także bardziej „przyziemne” problemy. Limuzyna dla ważnych polityków zawsze musi być gotowa do odjazdu z wybranego miejsca, jak i – w razie niespodziewanych sytuacji – musi bez przeszkód pokonać długi dystans. Z elektrykami jest pod tym względem problem. Ładowanie zajmuje niewspółmiernie więcej czasu niż tankowanie.

Kolejna sprawa to konieczność dodatkowego opancerzenia rządowej floty. To oznaczałoby, że samochód będzie znacznie cięższy, czyli będzie zużywał więcej baterii.

Wskazuje się także względy ekonomiczne, tzn. obowiązujące obecnie kontrakty na auta w taborze oraz „efektywne wykorzystanie zasobów”. Zmiana floty teraz oznaczałaby duże wydatki, podczas gdy rząd dysponuje nowymi i sprawnymi limuzynami.

Dlatego też wymianę rządowych samochodów na elektryczne zaplanowano – ku niezadowoleniu eko-aktywistów – na 2028 rok.

REKLAMA