Geje, LGBT. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay
Geje, LGBT. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay
REKLAMA
UAM w Poznaniu chce wprowadzić tzw. „protokół antydyskryminacyjny”, czyli zbiór lewicowych i postępowych zasad mających obowiązywać na uczelni. Sprzeciw wobec nowego porządku wyraziło 27 wykładowców i pracowników uczelni.

Za tzw. „protokołem antydyskryminacyjnym” stoi rektor uczelni prof. Bogumiła Kaniewska, która piastuje stanowisko od około dwóch lat.

Rządy Kaniewskiej na poznańskim UAM chwali środowisko „Gazety Wyborczej”. „Ta zmiana pociągnęła za sobą kolejne, które zbliżyły UAM do zachodnich standardów traktowania społeczności LGBT+” – wystawia laurkę „GW”.

REKLAMA

Senat UAM nad dokumentem dotyczącym „polityki równościowej i antydyskryminacyjnej” ma zadecydować 30 maja.

W dokumencie czytamy m.in., że przykładem molestowania lub molestowania seksualnego może być „umyślne używanie niewłaściwego imienia lub zaimka w odniesieniu do osoby transpłciowej lub odwoływanie się do tej tożsamości płciowej”.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Protokół antydyskryminacyjny” wjeżdża na polską uczelnię. Nie użyjesz zaimka? Molestujesz seksualnie

Sprzeciw profesorów, doktorów i pracowników UAM wobec „protokołu antydyskryminacyjnego”

Wobec powyższych praktyk sprzeciwia się kilkudziesięciu profesorów, doktorów i pracowników Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. List otwarty w imieniu sygnatariuszy opublikował dr hab. prof. UAM Jacek Kowalski.

„Szanowni Państwo! W związku z projektem „Polityki równościowej i antydyskryminacyjnej” na UAM w Poznaniu, stanowiących (naszym zdaniem) zagrożenie dla wolności słowa i badań naukowych – przekazuję oświadczenie pracowników” – napisał prof. Kowalski.

W piśmie czytamy m.in., że założenia „polityki równościowej i antydyskryminacyjnej przynajmniej w kilku punktach budzą poważny niepokój z perspektywy praw nadrzędnych”.

Szczególne prawa dla LGBT+

Jak przekonują sygnatariusze, z zapisów dokumentu wynika, że „społeczność LGBT+ ma jakieś szczególne prawa, albo prawa wymagające szczególnego poszanowania, co byłoby sprzeczne z deklaratywnie promowaną zasadą równości”.

Wskazują także, że zasada wolności słowa stanowi podstawę akademickiego dyskursu, a jeden z paragrafów, który wnosi „język równościowy”, z zasadą tą koliduje.

Z zapisów „równościowego i antydyskryminacyjnego” dokumentu wynika, że na uczelni należałoby używać sformułowań typu „członkinie i członkowie” czy „osoby pracownicze” zamiast powszechnych, normalnych i właściwych form „członkowie, studenci, pracownicy” itp.

Władze UAM chcą także narzucić stosowanie „odpowiednich zaimków” w odniesieniu do zmiennopłciowców. Za niestosowanie ich grożą konsekwencje dyscyplinarne.

„Tymczasem jedyną obowiązującą podstawą określania płci danej osoby jest jej tożsamość formalnie udokumentowana, np. w USOS, wobec czego nie można wymagać (…) stosowania się do życzeń niezgodnych z tą podstawą” – czytamy.

Doszukiwanie się nadużyć

W konkluzji sygnatariusze sprzeciwu podkreślają, że „liczne precedensy obserwowane w ostatnich latach świadczą o stale pogłębiającej się tendencji do nadużyć w doszukiwaniu się dyskryminacji i poszerzeniu jej coraz bardziej dowolnie rozumianych określeń”.

„Nadużycia te mają miejsce najczęściej nie wobec społeczności LGBT+, lecz wobec osób o poglądach konserwatywnych. Domniemanych przypadków dyskryminacji doszukiwano się nawet w samym fakcie publikowania wyników badań wyników badań naukowych lub w ogóle w fakcie ich podejmowania w obszarach, które jedna ze stron uznaje – wbrew zasadom nauki – za niepodległe dyskusji, i próbuje narzucić swój pogląd jako jedyny dopuszczalny” – czytamy.

„Treści zawarte w dokumencie i Zarządzeniu Rektora uzasadniają obawę, że ich wprowadzenie pogorszy realne warunki pracy naukowej i dydaktycznej na uczelni, w praktyce ograniczy wolność słowa i badań, a służyć będzie polityce niezgodnej z misją Uniwersytetu, antagonizującej społeczność akademicką” – podsumowują.

Cały list, z merytorycznymi argumentami, do przeczytania poniżej.

REKLAMA