Pistolet. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Pistolet - zdjęcie ilustracyjne. / Źródło: pixabay
REKLAMA
Pisaliśmy już o tym, że po fali zabójstw i strzelanin w USA, Joe Biden próbuje ograniczyć konstytucyjne prawo do posiadania broni. Opór jest jednak spory. Tymczasem tragedię w Teksasie wykorzystał premier sąsiedniego kraju Justin Trudeau i postanowił ograniczyć u siebie broń krótką. Efekt jest ciekawy.

Ponieważ rząd chce ograniczyć dostęp do broni, sklepy notują gwałtowny wzrost jej sprzedaży. Konstytucja Kanady nie gwarantuje prawa do posiadania broni, więc kto pierwszy ten lepszy.

Od kilku dni kanadyjskie media informują o gwałtownym wzroście zakupów broni palnej. Agencja The Canadian Press cytowała właścicieli sklepów z bronią i klubów strzeleckich mówiących, że „czegoś takiego jeszcze nie było”, i że to istne „szaleństwo”. Media informowały, że popyt jest tak duży, że w sklepach brakuje broni i amunicji.

REKLAMA

Chodzi tu o wniesiony tydzień temu przez rząd projekt ustawy zakazującej m.in. kupna, sprzedaży i importu broni krótkiej, takiej jak pistolety i rewolwery oraz odebranie uprawnień do posiadania broni osobom winnym przemocy domowej, a także zwiększenie kar za przemyt broni i ograniczenie kręgu uprawnionych do posiadania broni krótkiej.

Premier Kanady Justin Trudeau mówił o wzroście przestępczości z użyciem broni : „Nie ma innych przyczyn niż strzelanie sportowe czy polowanie, by ktokolwiek w Kanadzie miał na co dzień potrzebować broni palnej”. W rzeczywistości przestępcy wcale nie uciekają się do legalnych zakupów. Broń i tak zdobędą, a rozbrojone społeczeństwo będzie jeszcze bardziej narażone.

Trudeau swoją ustawę zapewne łatwo przeprowadzi. Sąd Najwyższy Kanady jeszcze w 1993 r. orzekł, że „Kanadyjczycy, odmiennie niż Amerykanie, nie mają konstytucyjnego prawa do posiadania broni”.

Trudeau rozbraja obywateli. „Sytuacja staje się coraz gorsza i trudniejsza do zwalczenia” [VIDEO]

Źródło: PAP

REKLAMA