Odwrót. Polska na drodze do pożegnania się z Chinami

Chiny , Polska - zdjęcie ilustracyjne. / foto: YouTube
Chiny , Polska - zdjęcie ilustracyjne. / foto: YouTube
REKLAMA

W cieniu coraz bardziej nerwowych i spekulacyjnych rozważań, czy Rosja użyje broni masowego rażenia przeciwko Ukrainie, toczą się inne procesy, na które pośrednio bardziej lub mniej wywiera wpływ wojna Rosji z Ukrainą. Jednym z takich procesów jest przyspieszenie zachodzącego w świecie podziału na dwa bloki: państw demokratycznych i państw autorytarnych. Polska i Chiny znalazły się w dwóch różnych blokach, mimo że Polska czyniła dużo, żeby tak nie było.

Chiny i Polska starały się unikać zadrażnień, pomimo coraz bardziej napiętych stosunków międzynarodowych, w sytuacji kiedy Polska jest uważana za bliskiego sojusznika Stanów Zjednoczonych Ameryki, głównego rywala Chin do dominacji w świecie. Ostatnio jednak pojawiły się sygnały, że coraz trudniej będzie utrzymać dobre stosunki pomiędzy oboma państwami.

REKLAMA

Pierwszy znak

W tym miesiącu Chiny zablokowały przelot samolotu z polskim wicepremierem i ministrem obrony narodowej Mariuszem Błaszczakiem, który wybierał się do Republiki Korei w sprawie podpisania umowy o zakupie samobieżnych kołowych wyrzutni rakietowych. Oficjalnie powodem rezygnacji z lotu miała być techniczna usterka samolotu – jak podało w swoim komunikacie MON.

Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

Jednakże w internecie pojawiły się informacje, że przyczyną odwołania lotu wicepremiera był inny powód. Usterka rzeczywiście była, ale ją usunięto. Według koreańskich mediów, m.in. niekodowanej koreańskiej telewizji SBS News, powodem odwołania lotu miała być blokada przestrzeni powietrznej przez Chiny. Według nieoficjalnych informacji, w tej sytuacji planowano skorygować trasę przelotu, omijając Chiny i lecąc m.in. nad Afganistanem, ale ta trasa nie uzyskała akceptacji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wicepremiera i delegacji. Inna z kolei wersja mówi, że strona polska zapomniała poinformować Chińczyków we właściwym czasie o planowanym przelocie i Pekin nie zaakceptował tego przelotu, mimo że w przeszłości w podobnych sytuacjach nie miał obiekcji.

Następna wersja, raczej znacznie mniej prawdopodobna, zakłada, że ma to być rewanż Pekinu za poparcie udzielane przez Polskę Tajwanowi. Polska niezmiennie popiera ideę, że istnieją jedne Chiny, na czym Pekinowi bardzo zależy, nie wystąpiła z formatu 17+1 oznaczającego współpracę Chin z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, a za poparcie Tajwanu, trudno uznać przekazanie na wyspę 400 tys. antycovidowych szczepionek rok temu.

Prawdopodobnie Pekin decydując się na blokadę przelotu samolotu z polskim wicepremierem, skorzystał z okazji, żeby pokazać swoje niezadowolenie z bardzo bliskich stosunków Warszawy z Waszyngtonem, które w aktualnej sytuacji międzynarodowej muszą oznaczać siłą rzeczy pogorszenie stosunków pomiędzy Warszawą a Pekinem.

Irański przykład

Polska znalazła się w takiej sytuacji politycznej, że jej bezpieczeństwo zależy przeważającej mierze już nawet nie od NATO, ale od USA. To zależność polityczna i militarna. Z tego względu jesteśmy zmuszeni popierać politykę Ameryki nawet w sytuacjach, kiedy jest to sprzeczne z naszą racją stanu i kiedy nie chcemy tego czynić. Przykładem są nasze stosunki z Iranem. Polska nie ma żadnego interesu, żeby pogarszać swoje relacje z tym krajem. Nasze różnego rodzaju organizacje powinny oczywiście protestować, kiedy łamane są tam prawa człowieka, a miejscowe służby katują demonstrantów, ale polski rząd nie powinien narażać stosunków międzypaństwowych z tym krajem przez organizowanie jakichś antyirańskich mityngów. Iran na nasze nieszczęście jest uważany przez amerykański rząd za państwo należące do osi zła, a przez Izrael za największego wroga. Kilka lat temu Amerykanie wybrali Warszawę na miejsce konferencji w sprawie Iranu, stawiając Warszawę w kłopotliwej sytuacji, tym bardziej że ówczesny amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo miał podobno wcześniej publicznie poinformować świat o tym planowanym wydarzeniu, zanim uzgodnił temat z polskimi władzami.

Ta konferencja, na którą nie zaproszono Iranu, mimo że przybyli przedstawiciele 60 państw, miała charakter wybitnie antyirański. W efekcie bardzo pogorszyły się relacje Warszawy z Teheranem, mimo że Polska nieoficjalnie starała się przekonać Iran, że my faktycznie nie chcieliśmy organizować takiego mityngu, ale zostaliśmy zmuszeni. Irańskie media przy okazji pisały o polskiej niewdzięczności, przypominając o gościnie udzielonej dziesiątkom tysięcy polskich zesłańców, którzy wraz z armią generała Władysława Andersa wyszli ze Związku Sowieckiego i znaleźli schronienie w Iranie. Polsce absolutnie nie zależało na pogorszeniu stosunków z Iranem. Dla nas to państwo mogło i może stanowić alternatywne źródło dostaw ropy naftowej, szczególnie obecnie, kiedy należy się spodziewać nałożenia całkowitego embarga na import ropy z Rosji.

Chiny pod pręgierzem w Europie

Przykład naszych relacji z Iranem jest perspektywą tego, co może stać się ze stosunkami Polski z Chinami. Dla Waszyngtonu Pekin to rywal, a coraz częściej i wróg numer jeden. W związku z tym wraz z pogarszaniem się relacji amerykańsko-chińskich będzie wzmagał się nacisk USA na ich sojuszników, żeby oni również zmienili swoje relacje z Pekinem.

To już widać. Pogarszają się relacje Unii Europejskiej z Chinami. Wydaje się, że nawet Niemcy, wielki gospodarczy partner Chin, ulegną tej presji. Symbolem jest odmówienie przez niemiecki rząd udzielenia grupie VW gwarancji na inwestycje w Chinach. Niemcy sporo ryzykują, ponieważ działa tam aż 5 tys. niemieckich firm. Pogarszające się relacje Niemiec z Chinami to nie tylko efekt amerykańskiej presji, ale splot różnych politycznych wydarzeń: COVID-19, Hongkong, Ujgurzy, Tajwan, które zdecydowanie wpłynęły negatywnie na postrzeganie Chin nie tylko w Berlinie. Znakiem są słowa wicekanclerza i ministra gospodarki Roberta Habecka: „skończyła się naiwność wobec Chin”.

Odwrót Chin z Europy Środkowo-Wschodniej

Relacje Polski z Chinami od roku 1989 przeszły kilka etapów. Dla obu krajów 4 czerwca tego roku był symboliczną datą nowego rozwoju. W Polsce ten dzień został uznany za koniec komunizmu i początek budowy III RP. W Chinach tego dnia władze krwawo zdusiły wielodniowy protest studentów domagających się liberalizacji, a po jakimś czasie rozpoczęły budowę autokratycznego państwa o socjalistycznej gospodarce rynkowej. Przez następne kilka lat polityczna elita III RP, dumna z dokonanych reform politycznych, wskazywała na Chiny jako na złego chłopca, który zamiast wolności wybrał dyktaturę. Zapomniano przy tym dodać, że „złe” Chiny osiągały regularnie roczny wzrost PKB powyżej 10 procent, a „dobra” Polska przeciętnie w tym okresie ponad 3 proc.

Przełomem była mająca miejsce w 2012 roku wizyta ówczesnego premiera Chin Wen Jiabao, który zaproponował współpracę gospodarczą pomiędzy Chinami a krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Ten format, znany jako 17+1, został dobrze przyjęty w naszym kraju, ponieważ oznaczał zarówno zacieśnienie relacji politycznych, bardzo ważnych w kontekście geopolitycznego położenia Polski, jak i nadzieje na chińskie inwestycje w Polsce.

Zakotwiczenie Chin w naszym regionie było zgodne z polską racją stanu, ponieważ na ten teren wchodził kolejny duży gracz, co mogło teoretycznie dać Polsce więcej możliwości politycznych manewrów, zwłaszcza że z Chinami nie mieliśmy żadnych sprzecznych interesów. Warto też przypomnieć, że chińscy przywódcy w październiku 1956 roku sugerowali sowieckim liderom, żeby nie wprowadzali swoich wojsk do Polski. Gospodarczo liczono na duże chińskie inwestycje.

Początkowo wydawało się, że faktycznie ten format spełni oczekiwania sygnatariuszy. Polska podczas wizyty prezydenta Xi Jinpinga w Warszawie w 2016 roku podpisała umowę o partnerstwie strategicznym, poparła Inicjatywę Pasa i Szlaku oraz wstąpiła do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, mającego finansować to przedsięwzięcie. Niestety udział chińskich inwestycji w Polsce był daleki od oczekiwanego, a deficyt w handlu z Chinami jest ogromny. Warto jednak przypomnieć, że niektóre inwestycje, które Chińczycy planowali lub byli nimi zainteresowani, zostały zablokowane, jak wybudowanie wielkiego hubu kolejowego w Łodzi czy budowa Kanału Śląskiego. Oba te przedsięwzięcia uważane były za ewentualne części wspomnianego Pasa i Szlaku, więc komuś zależało, żeby nie powstały, mimo że ich budowa była w interesie Polski.

Zawód Polski nie był wyjątkiem. Niezadowalający poziom chińskich inwestycji spowodował, że mniej więcej od 2017 roku nastąpił powolny spadek zainteresowania krajów naszego regionu współpracą z Chinami. Do tego doszło, od czasu COVID-19, pogarszające się postrzeganie Chin – nie tylko z powodu tej pandemii.

Litewska droga

Litwa rok temu zdecydowała się uznać przedstawicielstwo Tajwanu, formalnie notyfikowane jako gospodarcza placówka Tajpej, za przedstawicielstwo dyplomatyczne, tym samym podważając formułę jednych Chin. Można zadać pytanie, czemu taki niewielki kraj zdecydował się rzucić wyzwanie supermocarstwu, m.in. wycofując się z formatu 17+1 czy oskarżając Chiny o ludobójstwo Ujgurów. Nie ulega wątpliwości, że sama Litwa nie zdecydowałaby się rozpocząć konfrontacji z tym azjatyckim gigantem bez poparcia USA. Litwa jest o wiele bardziej narażona na rosyjską agresję niż Polska, a przeto bardziej zależna on Ameryki niż my. Warto dodać, że wspomniany format opuściły także pozostałe państwa bałtyckie – Łotwa i Estonia.

Czy drogą pójdzie Polska w sytuacji coraz większego konfliktu USA-Chiny i nacisków Amerykanów na sojuszników, żeby zdecydowanie opowiedzieli się po stronie USA w tym coraz bardziej prawdopodobnym kinetycznym starciu?

Wojciech Tomaszewski


REKLAMA