
Mamy do czynienia ze sprytnymi skubańcami, którzy wiedzą jak działać stopniowo, systematycznie i skutecznie – tak odniósł się do artykułu dotyczącego tzw. „fact checkerów”, czyli „weryfikatorów treści”, który ukazał się na portalu nczas.com.
W ciągu ostatnich lat mediami internetowymi wstrząsnęło pojawienie się tzw. „fact checkerów”, czyli „weryfikatorów treści”. To po prostu taka nowoczesna mutacja dawnych cenzorów.
Podpadnięcie tzw. weryfikatorom treści często jest wyrokiem dla medium internetowego. Jeśli jakiś artykuł zostanie uznany za treść niezgodną z obowiązującą „prawdą”, to natychmiast media społecznościowe obniżają zasięgi, ucinane są reklamy i ostatecznie przestaje zarabiać.
Tego typu problemy cały czas spotykają portal NCzas.com. Nasze zasięgi są obecnie kilkudziesięciokrotnie mniejsze niż z czasów sprzed batalii z tzw. fact checkerami. Oznaczało to drastyczne obcięcie zarobków, i w efekcie niestety zwolnienia.
Tzw. weryfikatorzy treści są tylko narzędziem w globalnej polityce internetowych gigantów. I wygląda na to, że nie pojawili się przypadkowo…
Globalne imperium tzw. weryfikatorów treści sponsorowane przez George’a Sorosa
„Mamy do czynienia ze sprytnymi skubańcami”
Do artykułu odniósł się na Facebooku Krzysztof Szczawiński, matematyk i były pracownik londyńskich banków i funduszy inwestycyjnych, zdaniem którego „to jest bardzo niedoceniona sprawa, bo jest ogólnie niezrozumiana, a ma znaczenie ogromne”.
„Mamy do czynienia ze sprytnymi skubańcami, którzy wiedzą jak działać stopniowo, systematycznie i skutecznie, czyli nie poprzez banowanie pojedynczych treści czy zdjęć, co skupia uwagę wszystkich oburzonych krzykaczy, tylko przez cały system, który działa tak:
Żeby móc docierać z wiadomościami do ludzi przez Google lub Facebook (żeby nie banowali i nie cięli zasięgów), to trzeba było dostać aprobatę od tzw. „faktczekerów” (niektórzy mówią „fakt-czekistów”), a oni sprawdzali zgodność z lewicową narracją – więc co nie lewicowe, to mogło sobie docierać tylko raptem do tysięcy odbiorców, kanalizując w ten sposób energię, zasoby i frustrację starających się dotrzeć do ludzi z paroma słowami prawdy i zrozumienia… Takie strony, treści i profile skazane są na niewielką niszę, nie pozwalającą przetrwać…
A co zostało zatwierdzone jako poprawnie lewicowe, to mogło sobie docierać do milionów, nomen omen wirusowo…” – napisał Szczawiński.
„A że Google razem z Fejsem dysponują w wielu krajach de facto quasi-monopolem w dystrybucji treści w internecie i na komórkach, to w takich warunkach trudno jest konkurować – system jest domknięty i masowo docierają tylko treści zgodne z obowiązującą narracją (wszyscy widzieli jak to było z wirusem, no to z każdym innym tematem jest podobnie…) – i później dziwić się że społeczeństwa lewaczeją… Robi się z nich jedna wielka postępowa mielonka, którą można później dowolnie formować i napuszczać na dowolne tematy…” – podkreślił.
![Totalny odlot dziennikarza. Ostrzega przed pogromem Ukraińców w Polsce. „Jeśli tej spirali nienawiści się nie powstrzyma, to…” [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/JP-100x70.jpg)

![Szokujące sceny w powiecie choszczeńskim. Imigrant z dwoma nożami groził śmiercią [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/Kubanczyk-100x70.jpg)





