Prof. Legutko upokorzony. Nie wpuścili go do amerykańskiej uczelni. Widać ma wciąż za małe zasługi dla Izraela

Europoseł Ryszard Legutko, PAP
Europoseł Ryszard Legutko, PAP
REKLAMA

Europoseł Ryszard Legutko (PiS) powiedział PAP, że władze amerykańskiej uczelni Middlebury College zdecydowały o odwołaniu jego wykładu po protestach części studentów. – Na amerykańskich uczelniach jest coraz mniej wolności słowa – ocenił.

Jak dodał, pomimo tego wykład ostatecznie odbył się dzięki wsparciu części profesorów i studentów.

REKLAMA

Legutko jest w PE szefem frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Obecnie przebywa w USA, gdzie w środę miał wygłosić wykład na Middlebury College w stanie Vermont w związku z wydaniem w Stanach Zjednoczonych jego książki „The Demon in Democracy”. Na ten wykład zaprosiły go, jak mówi, władze tej uczelni. W ciągu ostatniego roku wykłady nawiązujące do tej książki wygłosił m.in. na Harvardzie i w Yale.

Mimo że przyleciał na spotkanie do Vermont, władze uniwersytetu podjęły decyzję o odwołaniu wykładu.

Dzień przed moim przyjazdem dostałem informację, że na uczelni w związku z moim wykładem szykuje się jakiś protest. Dwa lata temu doszło tu do głośnego wydarzenia. Jeden ze znanych autorów piszących na tematy społeczne został zaatakowany. Ludzie z jego otoczenia nawet zostali pobici. W rezultacie jego wykład został zerwany – zaznaczył.

Dlatego – jak mówi – prawdopodobnie pojawiły się obawy, że może dojść do podobnego wydarzenia. – Kiedy dotarłem wczoraj do Middlebury, dotarła do mnie informacja, że wykład został odwołany. Rektor uczelni nie była uprzejma mnie o tym powiadomić. Pomimo tego część studentów, około czterdziestu osób, postanowiła jednak, że wykład wygłoszę. Jeden z profesorów, prof. Dickinson, zaprosił mnie na swoje seminarium. Ci młodzi ludzie przewieźli mnie na to spotkanie, a na uczelnię dostałem się tylnymi drzwiami. Zostałem, nazwijmy tak, przeszmuglowany na salę wykładu, co uznałem nawet za dość zabawne. Wykład wygłosiłem – relacjonował Legutko.

Jak dodał, wykład odbył się wbrew oficjalnej decyzji uczelni. – Władze uczelni dowiedziały się o tym jednak i wiem, że prof. Dickinson i niektórzy studenci są obecnie wzywani do rektora, żeby wytłumaczyli się z tej sprawy – zaznaczył. Dodał, że widział też pismo rozesłane przez rektor uczelni do studentów, w którym odwołanie wykładu tłumaczy m.in. kwestiami bezpieczeństwa.

Najwyraźniej prof. Legutko za mało podkreślał swoje zasługi. Gdyby poinformował władze amerykańskiej uczelni, że był jednym z negocjujących w siedzibie Mossadu sprawę nowelizacji ustawy o IPN, być może wykład by się odbył, by uniknąć oskarżeń o „antysemityzm”…

Źródło: PAP/nczas.com

REKLAMA