
Rząd Prawa i Sprawiedliwości pracuje nad zniesieniem limitu 30-krotności składek na ZUS. Jeśli plany zostałyby zrealizowane, w 2020 roku aż 370 tys. Polaków może zapłacić wyższe składki, a z portfeli ubędzie im 8-9 mld złotych.
Obowiązujący jeszcze limit 30-krotności składek na ZUS oznacza, że ktoś, kto w ciągu roku zarobi więcej niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, ponad tę kwotę nie musi opłacać składek na ZUS. Limit ten wynosi w 2019 r. 11 912 zł brutto miesięcznie, czyli 142,9 tys. zł. rocznie.
PiS przymierza się, by ten limit znieść, choć w szeregach partyjnych nie ma co do tego pomysłu jednomyślności. Jarosław Gowin zapowiedział, że on i wprowadzeni z Porozumienia posłowie (łącznie 18) nie poprą tego projektu, co oznacza, że rząd nie mógłby przegłosować ustawy większością głosów.
Jak pokazuje jednak historia, często zapowiedzi swoje, a życie swoje. O możliwości zniesienia limitu składek w kuluarach mówiło się od dłuższego czasu, a w połowie września oficjalnie potwierdził to wicepremier Jacek Sasin.
– Decyzja ws. zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS zapadła – oznajmił na antenie „Polsat News”. – Już raz ta sprawa była podnoszona. Wtedy zwrócono uwagę, że okres konsultacji był zbyt krótki, musieliśmy odstąpić wówczas od tego rozwiązania. W tej chwili chcemy to rzeczywiście po bożemu, zgodnie ze wszystkimi procedurami, konsultacjami przeprowadzić – tłumaczył.
Kogo dotknęłyby zmiany?
„Rzeczpospolita” dotarła do wyliczeń ZUS-u, które wskazują, co w praktyce oznaczałoby wprowadzenie tego pomysłu w życie.
Przy kalkulacjach pod uwagę wzięto trwający jeszcze rok i zastosowano obowiązujące limity. Tylko w pierwszych sześciu miesiącach został on przekroczony przez 64,2 tys. pracowników. W skali roku zmiany mogą dotknąć aż 370 tys. osób.
Biorąc pod uwagę rosnące ciągle zarobki, do końca tego roku grupa płacących więcej przekroczyłaby zeszłoroczne wskaźniki, a wpływy z podwyższonych składek zbliżyłyby się do 9 mld zł.
Organizacje zrzeszające pracodawców przedstawiają również swoje wyliczenia – wynagrodzenia netto pracowników spadłyby średnio o 11%, a koszty pracy wzrosłyby o 16%. W sektorach najlepiej opłacanych, zmiany dotknęłyby od 30 do nawet 90 proc. zatrudnionych.
![Ukraińska modelka pędziła 220 km/h. Policja na tropie [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/03/policja-mustang-nczas-ok-100x70.jpg)

![Ciężko raniony przez imigranta Grzegorz Jurak na konferencji Ruchu Narodowego. Oskarża lokalne władze. „Nie będę milczał” [FOTO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/grzegorz-lublin-nczas-100x70.jpg)





