
Jedna z ulubienic lewicy, prof. Magdalena Środa, skrytykowała kandydatów w majowych wyborach prezydenckich. Większości z nich dostało się za związki z Kościołem – tak przynajmniej widzi to naczelna feministka RP. Wyjątkiem stał się Robert Biedroń, którego „naukowczyni” skrytykowała za niedotrzymywanie obietnic.
Magdalena Środa uważa, że wzorem polityka jest wojownik o „świeckie państwo”.
„Iza Jaruga Nowacka była (ponoć) bardzo wierzącą osobą, nigdy o tym publicznie nie mówiła, walczyła o świeckie państwo, bo tylko w takim wszyscy czują się równouprawnieni. Nie klękała przed kamerami (co uwielbiał zarówno Komorowski jak i dziś Kaczyński, Morawiecki i cała reszta), nie była serwilistyczna wobec kleru. Tak jak Iza powinien zachowywać się polityk normalnego kraju” – napisała na Facebooku.
„Wiara powinna być jak seks – sprawą intymną” – oceniła przedstawicielka neolewicy. Jest to o tyle „zaskakujące”, że środowisko Środy próbuje z postulatów „łóżkowych” zrobić główne tematy w debacie politycznej.
Później Środa żaliła się, że kandydaci na prezydenta RP są „jak zawsze – od kościoła, od biskupów”.
„Hołownia – wierny (czasem – spektakularnie – niewierny, bo mu się opłaca) syn Kościoła, Kosiniak Kamysz – ulubieniec biskupów (ten nam fundamentalizm pogłębi tylko zrobi to inteligentniej niż Duda), Małgorzata Kidawa – też przesadza z ostentacyjną religijnością, choć stara się zachować dystans” – żaliła się Środa.
Zdaniem „profesorini” Andrzej Duda „spędza czas na klęczkach i na nartach (gdzie też na pewno się modli, jeśli są kamery)”.
Jedynym wyjątkiem wśród „kościelnych” kandydatów ma być Robert Biedroń. Jednak i tu nie jest kolorowo.
„Straciłam do niego zaufanie po niedotrzymanych obietnicach; nie można przecież trzymać wszystkich srok za ogon. I Bruksela i Polska, gdyby od razu oddał miejsce Płatek, byłby w porządku. Mało kto tak nadaje się na europosłankę jak Monika. Dla Biedronia to tylko finansowy fun, bo sięga wyżej, choć zabezpiecza miejsca po upadku” – skwitowała Magdalena Środa.
Źródło: Facebook