
Świat pseudoekologów zatrząsł się w posadach. W dobie pandemii koronawirusa ruch na ulicach wielkich miast radykalnie się zmniejszył. Poprawiła się także jakość powietrza. Jednak okazało się, że nie na długo. Pomimo minimalnego ruchu na drogach w Krakowie, smog powrócił.
Do środy rzeczywistość pokrywała się z narracją zielonych. Zmniejszony ruch przekładał się na dobrą jakość powietrza. Później jednak, mimo że w Krakowie wciąż jeździło niezwykle mało samochodów, pojawił się smog.
„Krakowianie nie byli jednak jedynymi, którzy w ostatnich dniach cieszyli się czystym powietrzem i znikomym ruchem na ulicach. Te dwie kwestie łączyli ze sobą także warszawscy aktywiści. Do czasu. W środę niemal cała Polska zaatakowana została przez smog” – czytamy na łamach „Gazety Wyborczej”.
Gazeta podaje, że według rankingu AirVisual Kraków był drugim najbardziej zanieczyszczonym miastem świata. Ponadto w pierwszej dziesiątce miały znaleźć się także Warszawa i Poznań. Podobnie sytuacja wyglądała również w Czechach i na Słowacji.
Jak się okazuje, decydującym czynnikiem w kwestii zanieczyszczenia powietrza okazał się wiatr, który pozostaje poza kontrolą człowieka. Jakub Bartyzel z Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej AGH wyjaśniał, że prędkość wiatru spadła niemal do 0 m/s. Dodatkowo wyż sprawił, że powietrze nie mogło się przedostać do wyższej warstwy atmosfery.
– Wystarczyło, że wiatr osłabł, a wszystkie zanieczyszczenia z gmin ościenny spłynęły do Krakowa, który jest w niecce – przyznała Anna Dworakowska z Krakowskiego Alarmu Smogowego.
Źródło: wyborcza.pl