
Jarosław Kaczyński nie chce szybkiego odmrożenia gospodarki – informuje „Wirtualna Polska”, powołując się na anonimowe wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Wielu przedsiębiorców, jak i osób korzystających z usług tych przedsiębiorców, z utęsknieniem czeka na moment, kiedy rząd zniesie restrykcje, obostrzenia, nakazy i zakazy wydane w imię walki z ogłoszoną pandemią.
Morawiecki, Niedzielski i spółka konsekwentnie jednak obostrzenia przedłużają. Za każdym razem o 2 tygodnie. Wielu wciąż się łudzi, że za kolejne dwa tygodnie gehenna rzeczywiście może się zakończyć.
Tak się jednak od kilku miesięcy nie dzieje i zapewne nie stanie się po 14 lutego, kiedy – w teorii – powinny skończyć się obowiązujące restrykcje.
A nie stanie się choćby dlatego, że Kaczyński opowiada się za utrzymaniem obostrzeń. Jak powszechnie wiadomo, to co uważa prezes jest niemal święte i skrupulatnie realizowane.
„Jest jednym z największych przeciwników luzowania restrykcji. Wie, co działo się w innych krajach i co dzieje się dziś” – zdradza „Wirtualnej Polsce” opinię Kaczyńskiego jeden z jego współpracowników.
„Prezes wie, że upadają biznesy, ale stoi przy przekonaniu, że zbyt szybkie i szerokie otwarcie gospodarki to śmierć dziesiątek tysięcy ludzi. Dlatego nie spodziewam się realizacji scenariusza proponowanego przez opozycję, czyli na przykład otwierania gastronomii przy pełnym reżimie sanitarnym” – mówi inny rozmówca z kręgów PiS.
Rząd zapowiada wprawdzie, że od połowy lutego można spodziewać się luzowania obostrzeń. Będą to jednak najprawdopodobniej mało znaczące ruchy, nastawione bardziej na sprawienie wrażenia „patrzcie, coś robimy, luzujemy”. Tak było ostatnio, gdy w ramach „odmrażania” gospodarki otwarto galerie handlowe i zniesiono godziny dla seniorów.
100 dni od zamknięcia branży gastronomicznej na „dwa tygodnie”. Końca gehenny nie widać