
– Straty będę w stanie odrobić najwcześniej w 2026 roku – mówił money.pl jeden z olsztyńskich przedsiębiorców. W środę biznesmeni z Warmii i Mazur dowiedzieli się, że od soboty całe województwo wraca do starych obostrzeń.
Na konferencji Adama Niedzielskiego dowiedzieliśmy się, że w woj. warmińsko-mazurskim przyrost zakażeń jest dużo wyższy niż w reszcie kraju, dlatego to właśnie tam ponownie zamknięte zostaną m.in. centra handlowe i hotele.
Tamtejsi przedsiębiorcy nie są już nawet zdziwieni takim obrotem sytuacji, z ludzi zaczyna uchodzić powietrze. Panuje rezygnacja i marazm.
– Trudno mówić, że jesteśmy zaskoczeni czymś, co staje się coraz bardziej regularne – stwierdził Bogdan Pietrasik, zarządca olsztyńskiego centrum handlowego „Dukat”. – W pewnym stopniu zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że tak może być, aczkolwiek mieliśmy nadzieję, że tak nie będzie – dodał. W tym momencie pustych lokali tam nie ma, ale nie wiadomo, który lockdown będzie tym ostatnim.
– Nasi najemcy za każdym razem, kiedy ogłaszana jest taka decyzja, mówią, że nie dadzą już rady. Rząd testuje, ile jesteśmy w stanie wytrzymać – powiedział Pietrasik.
Mały i średni biznes na Warmii i Maurach znów otrzymał poważny cios. Obostrzenia zaczną obowiązywać od soboty 27. lutego. Pomoc od państwa jest natomiast pozorna, marginalna, wręcz fikcyjna.
– Dostaliśmy 5 tys. złotych pożyczki. Samego ZUS-u muszę zapłacić 45 tys. Na zwolnienie ze składek się nie załapaliśmy, bo żeby je dostać, nie można zalegać w ZUS. A jak mam nie zalegać, skoro nie zarabiam? – pytał Witold Młynarczyk właściciel lokali gastronomicznych. – Banki nam już nie chcą pożyczać, bo jesteśmy branżą zagrożoną. Z tego samego powodu odrzucono mój wniosek o unijną dotację – opowiadał o swojej ciężkiej sytuacji.
Młynarczyk przed pandemią miał w Olsztynie cztery lokale gastronomiczne, w tym jeden z największych klubów muzycznych. Dwa z nich już musiał zamknąć. – Przy takich wynikach, jakie osiągaliśmy w 2019 roku, w 2026 dopiero wyjdę na zero – dodał.
Kilkuset przedsiębiorców z gastronomii pozywa rząd. Odszkodowania mogą pójść w miliardy złotych








