
Irmgard F. jest oskarżona o pomocnictwo w zamordowaniu ponad 11 tys. osób. Niemieckie media podważają sens procesu 95-latki.
Irmgard F. to była pracowniczka obozu śmierci ze Stutthofu w latach 1943 – 1945. Jej biuro znajdowało się kilka kroków od komór gazowych i krematorium, nieopodal tak zwanej bramy śmierci i szubienicy.
95-latka usłyszała zarzut pomocnictwa w zamordowaniu ponad 11 tys. osób. W obronie sekretarki z obozu śmierci stanęły niemieckie media.
„Czy była stenotypistka może, pod koniec życia, zostać uznana za współodpowiedzialną za tę maszynerię śmierci?” – pyta „Sueddeutsche Zeitung”.
Gazeta przywołuje linię obrony 95-latki. Obrońca kobiety twierdzi, że akt oskarżenia jest za mało konkretny, a cała sprawa prawnie nie do końca przemyślana.
Co ciekawe, reporter niemieckiej stacji NDR, jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa, rozmawiał z podejrzaną i w jego ocenie była umysłowo sprawna i potwierdziła mu, że była w Stutthofie. Jednak lekarz doszedł do wniosku, że stan zdrowia podejrzanej nie pozwala na udział w procesie.
Jakby tego było mało, problemem może też okazać się pandemia. 95-latka nie jest zaszczepiona przeciwko koronawirusowi.
Natomiast „Sueddeutsche Zeitung” twierdzi, że proces przeciwko kobiecie pełniącej funkcję stenotypistki w obozie, byłby prawniczym novum. A w ostatnich dekadach nie było wyroków przeciwko obozowym sekretarkom.
Sąd w Itzehoe w landzie Szlezwik-Holsztyn ma niebawem podjąć decyzję o rozpoczęciu albo odmowie rozpoczęcia procesu.
Zdaniem prokuratora Thomasa Walthera, który reprezentuje w tej sprawie jedną z oskarżycielek posiłkowych z Izraela, proces powinien był ruszyć już dawno, czytamy. Walther ma już na koncie postawienie przed sądem i skazanie Johna Demjaniuka – byłego esesmana z obozu w Sobiborze.
Źródło: Deutsche Welle