Szczawiński prognozuje, co będzie się działo z pandemią. Kreśli SCENARIUSZ na jesień

Krzysztof Szczawiński Źródło: Polsat News
Krzysztof Szczawiński Źródło: Polsat News
REKLAMA
Matematyk i specjalista ds. modelizowania zjawisk społecznych Krzysztof Szczawiński wyjaśnia, co dalej będzie działo się z mniemaną pandemią koronawirusa. Przypomniał też swoje dotychczasowe przewidywania, które sprawdziły się z dużą dokładnością.

Krzysztof Szczawiński przypomniał, że już w marcu 2020 roku twierdził, że lockdown nie powstrzyma epidemii. Przewidział też, że zamrożenie spowoduje, że „prawdopodobnie na jesieni, fala zakażeń i tak będzie musiała dotknąć znacznej proporcji społeczeństwa, aż do nabycia odporności zbiorowej”. To również się sprawdziło.

Matematyk jest także autorem modelu budowania odporności zbiorowej. Proponował rozwiązania, które pozwoliłyby przejść epidemię z jak najmniejszą liczbą zgonów i „wszelkich innych kosztów”. Postulował różnicowanie zaleceń w zależności od wieku i wrażliwości. Jak podkreślał, „pół roku później potwierdzili to podejście naukowcy z Harvarda, Stanforda i Oxfordu w Deklaracji z Great Barrington…”.

REKLAMA

Szczawiński przypomniał też swoje przewidywania ze stycznia 2021 roku. stwierdził wtedy, że Polacy nie nabyli jeszcze odporności zbiorowej. Jak zaznaczył, „zapowiadałem jeszcze jedną falę zakażeń, rozważając jej wysokość w okolicach 30 tys. stwierdzanych zakażeń dziennie – sprawdziło się…”.

Koniec tej epidemii

1 kwietnia Szczawiński ogłosił koniec tej epidemii w Polsce.

„1-ego kwietnia ogłaszałem szczyt liczby zakażeń, szybkie spadki od tego momentu i brak następnej fali, czyli de facto koniec tej epidemii w Polsce – sprawdziło się wręcz dokładniej niż się spodziewałem…
Zapowiadałem też, że efekty „luzowania” (czyli także i efekty zakazów i nakazów) będą żadne – sprawdziło się, co minister przyznał jak zwykle po fakcie…” – dodał Szczawiński.

„Głębsze zrozumienie zjawiska”

Matematyk zaznaczył, że nie były to „opinie”, ale „wynik wyliczeń, z modeli na bieżąco konfrontowanych z rzeczywistością – dlatego mógł to wszystko zapowiadać z dużą dozą pewności i się sprawdzało…”.

„Ale najważniejsze były nie tyle trafne przewidywania, które pokazują jedynie głębsze zrozumienie zjawiska i adekwatność modeli na których się operuje, co zalecenia, których stosowanie na bieżąco pozwoliłoby uniknąć dziesiątek tysięcy zgonów i innych gigantycznych kosztów…” – skwitował.

Szczawiński odniósł się też do spotkania premiera Morawieckiego z pandemicznymi „ekspertami”, którzy – jak zaznaczył matematyk – „nic z tego wszystkiego nie przewidzieli, a jedynie cały czas maksymalnie straszyli i żyrowali decyzje, w których zostały popełnione wszystkie możliwe błędy”. Jak zaznaczył, na wieść o takim posiedzeniu szefa rządu warszawskiego „ogarnia go tylko pusty śmiech”.

„Oni nie mają bladego pojęcia, nic nie wyliczyli (zapytajcie ich na przykład o porównanie efektu sezonowości jesiennej do wiosennej…), nie rozumieją mechanizmów, więc przewidywania które produkują nie mają żadnej wartości, i jeśli któreś się w końcu sprawdzą, to będzie to tylko przez ślepy traf… (przypomnę jedynie że ci „eksperci” na teraz, w lipcu, przewidywali pomiędzy 2 tys. a 15 tys. stwierdzanych zakażeń dziennie – a mamy ich poniżej stu…)” – wyliczał.

Co dalej z epidemią?

Szczawiński przedstawił też swoje przewidywania na przyszłość dotyczące mniemanej pandemii.

„Liczba zakażeń spadła już do paru przypadków dziennie na województwo i zatrzyma się już teraz poniżej tych stu dziennie w skali całego kraju… Taka liczba wynika z pojedynczych zakażeń, które zawsze będą się pojawiać, między innymi przez stopniowo wykruszającą się naturalną odporność, która w ten sposób się uzupełnia…” – wyjaśnił.

„Następnie jesienna sezonowość, która jest raczej słabsza od wiosennej, zwiększy liczbę pojawiających się zakażeń, ale nie będzie to już fala epidemiczna ze znaczącym wykładniczym wzrostem, a o ile zwiększy się ta liczba zależy głównie od tempa wykruszania się odporności, czyli czegoś na temat czego nie mamy jeszcze danych i po prostu tego nie wiemy…” – dodał.

Zaznaczył jednocześnie, że „wykruszająca się odporność też nie oznacza całkowitej jej utraty, czyli nawet jak będą się pojawiać infekcje, to nie będą już tak groźne i śmiertelne”.

Szczawiński podkreślił też, że „epidemiczny wzrost” może się pojawić, ale tylko w przypadku wirusów, na które nabyta dotychczas naturalna odporność nie działa. Zaznaczył, że działa ona na wszystkie dotychczasowe warianty. Matematyk wyjaśnił więc, że jeśli odnotowalibyśmy taki wzrost, byłaby to już „inna, nowa epidemia…”.

Szczawiński OSTRO o działaniach rządu: „To już jest czyste znęcanie się nad ludźmi (…) Nie Wolno na to pozwalać!”

Źródło: Facebook

REKLAMA