Arcybiskup mówi wprost: „Krytyka Bidena jest obowiązkiem Kościoła”

Joe Biden. / foto: Wikimedia, Michael Stokes, CC BY 2.0
Joe Biden. / foto: Wikimedia, Michael Stokes, CC BY 2.0
REKLAMA
Arcybiskup San Francisco Salvatore Cordileone stwierdził na łamach „Washington Post”, że krytykowanie katolickich polityków wspierających prawo do aborcji jest obowiązkiem Kościoła w USA. Miał na myśli przede wszystkim prezydenta Joe Bidena i spikerkę Izby Reprezentantów Nancy Pelosi. Wyraził też poparcie dla ustawy aborcyjnej w Teksasie.

W tekście na łamach waszyngtońskiego dziennika Cordileone zwrócił uwagę na „hiperboliczne” reakcje dwóch katolickich polityków na nowe teksańskie prawo, prezydenta Joe Bidena i spikerkę Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, którzy ostro potępili ustawę należącą do najbardziej restrykcyjnych w kraju.

„Jako przywódcę religijnego społeczności katolickiej szczególnie niepokoi mnie to, że tak wielu polityków po złej stronie tej najważniejszej kwestii praw człowieka naszych czasów to zdeklarowani katolicy” – napisał hierarcha.

REKLAMA

Abp Cordileone był jednym z głównych orędowników opracowania przez amerykański episkopat dokumentu, który miałby określić, czy w związku z postawą ws. aborcji Biden i inni katoliccy politycy powinni mieć prawo do przyjmowania komunii. Mimo krytyki tych starań – również ze strony Watykanu i papieża Franciszka – metropolita stwierdził, że napominanie prominentnych świeckich należy do obowiązków biskupów.

Dodał, że inspirację bierze z przykładu byłego metropolity Nowego Orleanu Josepha Rummela, który w latach 50. wbrew krytyce ostro sprzeciwiał się rasizmowi, ekskomunikując trzech prominentnych katolików, z czego dwóch później się nawróciło.

„Czy to było złe? Czy to było używanie Eucharystii jako broni? Nie. Rummel dostrzegł, że prominentna, widoczna i publiczna promocja rasizmu była skandalem: gwałciła podstawowe nauczanie Kościoła i prowadziła innych do grzechu” – pisze Cordileone.

Jak argumentuje, w podobny sposób muszą działać dzisiejsi biskupi wobec „wielkiego moralnego zła” aborcji, w którym uczestniczą ci, którzy „prezentują ją jako jako uzasadniony wybór”.

„Nie możesz być dobrym katolikiem i wspierać rozszerzania uznanego przez władzę prawa do zabijania niewinnych ludzkich istnień (…) Stwierdzenie tego przez duchownego nie jest czymś niewłaściwym. Jeśli już, to odpowiedź katolickich przywódców politycznych na sytuację w Teksasie pokazuje potrzebę, by tym głośniej to mówić” – podkreślił hierarcha.

Co zmienia aborcyjne prawo w Teksasie?

Teksańska ustawa aborcyjna weszła w życie w ubiegłą środę, zakazując niemal wszystkich aborcji po wykryciu bicia serca płodu, tj. już w ok. 6 tyg. ciąży. Ustawa ponadto stawia obywateli, a nie organy ścigania, w roli egzekwowania prawa. Za każdy udany pozew sądowy przeciwko osobie pomagającej, obywatel otrzyma nagrodę 10 tys. dolarów. Taki mechanizm miał na celu uniknięcie zablokowania prawa przez sądy, co miało miejsce w przypadku wielu innych prób ograniczeń aborcyjnych przez władze innych stanów.

Władze Teksasu wprowadziły w ten sposób największe dotąd ograniczenia aborcji na terenie USA, wbrew dotychczasowemu stanowi prawnemu wyznaczonemu przez precedensowy wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Roe przeciw Wade. Wyrok ten zalegalizował aborcję, pozwalając na lokalne ograniczanie przerywania ciąży tylko w późniejszym jej okresie. Mimo to, w piątek Sąd Najwyższy, stosunkiem głosów 5-4, odmówił tymczasowego zablokowania ustawy, powołując się na względy proceduralne. Sędziowie nie przesądzili jednak o konstytucjonalności prawa. W reakcji Biden nazwał decyzję sądu „bezprecedensowym atakiem na prawa konstytucyjne kobiet”, a samą ustawę „obrazą dla praworządności”, i zapowiedział podjęcie kroków, by ominąć stanowe prawo.

REKLAMA