Baltic Pipe czeka. Wciąż nie ma umowy na gaz z Norwegami

Baltic Pipe.
Instalacje na trasie pierwszego odcinka gazociągu Baltic Pipe po odbiorze technicznym w Ciecierzycach. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. PAP
REKLAMA

Baltic Pipe ma ruszyć w październiku, tymczasem wciąż nie ma zawartej umowy z Norwegami na dostarczanie gazu. Polskę uprzedziły już Niemcy, a ponadto w negocjacjach nie pomaga… słynna i absurdalna wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego.

Rząd zapewnia, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeszcze w lipcu Morawiecki zapewniał, że w tym roku będzie zakontraktowane ok. 5 mld metrów sześciennych gazu z Norwegii.

REKLAMA

Janusz Steinhoff, były minister gospodarki, w programie Newsroom WP alarmuje jednak, że kontraktów na gaz z Norwegami nie ma.

Wskazał, że jak na razie pewne są jedynie dostawy wynoszące ćwierć możliwości przesyłu. To gaz wydobywany na szelfie norweskim przez polskie spółki.

Kontrakty zapowiadane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zostały zrealizowane. Minister Anna Moskwa zapewniała na początku sierpnia, że negocjacje są w zaawansowanym stadium i że taki właśnie był plan. – Tak powinno być. To jest zgodnie z harmonogramem negocjacji, który PGNiG przyjął – twierdziła Moskwa.

Steinhoff alarmuje jednak, że nic nie jest pewne. Po tym, jak dostawy gazu zostały przerwane przez Gazprom, wiele krajów zainteresowało się zakupami u Norwegów. Ceny w związku z tym są bardzo wysokie, a mogą być jeszcze wyższe. Polskę już uprzedziły Niemcy i zapewniły sobie zwiększenie dostaw z Norwegii.

Pojemność tych magazynów, w stosunku do zużycia gazu, jest jedną z najmniejszych w Europie

Były minister gospodarki uważa ponadto, że w negocjacjach nie pomaga słynna i absurdalna wypowiedź Morawieckiego, który w maju stwierdził, że Norwegowie żerują na wojnie na Ukrainie sprzedając drogo gaz i powinni podzielić się nadmiarowymi zyskami.

To na pewno nie pomagało w zawarciu kontraktów. Mało tego, przedstawiciele naszej administracji z niezrozumiałych powodów zapewniają, że jesteśmy najbezpieczniejszym krajem w Europie jeśli chodzi o zaopatrzenie w gaz, że mamy pełne magazyny. Tylko że pojemność tych magazynów, w stosunku do zużycia gazu, jest jedną z najmniejszych w Europie. Nie można mówić, że Polska jest krajem w pełni zabezpieczonym (…). Przestrzegałbym rząd przed taką propagandą sukcesu, bo to absolutnie niczego nie załatwia – ocenił Steinhoff.

Baltic Pipe czeka na chętnych

Podobnie sytuację opisywał niedawno „Puls Biznesu”.

„W czwartym kwartale 2022 r. jest już całkowicie zarezerwowany, ale tylko dlatego, że dostępna przepustowość nie będzie jeszcze maksymalna. Od 1 stycznia 2023 r. przepustowość będzie już pełna i wyniesie 10 mld m sześc. PGNiG zabukował sobie 8 mld m sześc., z czego zakontraktował na razie 4,5 mld m sześc. To gaz z jego własnych złóż w Norwegii, ze złóż siostrzanego Lotosu oraz kontrakt duńskiego Orsted. Reszta… czeka na chętnych” – pisał 3 sierpnia „PB”.

REKLAMA