
Zabójca z Poznania Tomasz J., który w brutalny sposób zamordował swoją żonę Beatę J., a później wysadził w powietrze kamienicę, był wcześniej podejrzewany przez kobietę, że w Nowy Rok celowo spowodował wypadek. W jego wyniku omal nie zginął ich 12-letni syn.
Tomasz J., miał nadużywać alkoholu i brać narkotyki. Na co dzień mieszkał w Anglii. Beata J. chciała ułożyć sobie spokojne życie bez niebezpiecznego męża. W sobotę nieoczekiwanie J. wrócił z Wysp Brytyjskich do Poznania. W brutalny sposób zamordował żonę, a później doprowadził jeszcze do śmierci czterech innych osób przez wysadzenie w powietrze kamienicy, w której dokonał mordu. W wyniku wybuchu gazu i zawalenia się budynku rannych zostało jeszcze ponad 20 osób.
Zwyrodnialec wcześniej zostawił rodzinę. Znajomi pary wyznali w rozmowie z „Faktem”, że mężczyzna nadużywał alkoholu i brał narkotyki. Kobieta wniosła pozew rozwodowy, wymieniła zamki w drzwiach. Tomasz J. był bardzo niebezpieczny. Ostatnio miał chcieć doprowadzić do śmierci 12-letniego Kacpra – własnego syna!
„W Nowy Rok Tomasz J. wziął Kacpra na przejażdżkę samochodem. Rozpędził samochód do ok. 120 km/godzinę. Na prostej drodze pod Poznaniem auto uderzyło w drzewo. Tomasz J. wyszedł z wypadku jedynie ze złamanym nosem, jego syn był w stanie krytycznym” – podaje „Fakt”. Chłopak przez kilka dni był w śpiączce, a lekarze walczyli o jego życie. W szpitalu jest do tej pory, przechodzi rehabilitację.
„Beata mówiła, że zrobił to specjalnie, bo był bardzo dobrym kierowcą, a samochód uderzył w drzewo akurat tą stroną, po której siedział Kacper” – mówił „Faktowi” dobry znajomy kobiety.
„Beata chciała, żeby Tomasz dał pieniądze na rehabilitację syna. Być może właśnie pod takim pretekstem pojawił się niespodziewanie u niej w ostatnią sobotę. Musiała sama go wpuścić do środka. Na 100 procent nie miał klucza” – powiedziała z kolei sąsiadka zamordowanej.
Zobacz: Najnowsze doniesienia o wybuchu kamienicy w Poznaniu. Sensacyjne ustalenia o sprawcy i jego żonie
Źródło: „Fakt”