Przed tym ostrzegaliśmy. Tragiczne skutki rządowych regulacji. Rosną ceny i tracą pacjenci, zyskują lobbyści

REKLAMA
Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł fot. PAP / Zdjęcie ilustracyjne. fot. PAP/Marcin Bielecki

Jedną z pierwszych ofiar tej głupiej regulacji był właściciel poznańskiej apteki Galenica, który jako członek samorządu aptekarskiego lobbował za wprowadzeniem ograniczeń. Po tym jak wypowiedziano mu najem lokalu, nie może już otworzyć apteki w nowym miejscu.

Nowelizacja Prawa farmaceutycznego wprowadziła w Polsce model apteczny poczwórnie zamknięty. Z typowego europejskiego systemu otwartego (wg raportu UOKiK z 2015 r.) zmieniła go w jeden z najostrzejszych, najbardziej restrykcyjnych systemów zamkniętych w Europie” – piszą w swym wspólnym oświadczeniu i Business Center Club, Konfederacja Pracodawców Lewiatan, ZPP i ZPA Pharmanet.

REKLAMA

Zobacz też: Kierowcy mogą odetchnąć. Zdechł pomysł opłaty paliwowej

Tymczasem według Izby Aptekarskiej w Polsce jest nadal dostępnych 800 atrakcyjnych lokalizacji dla aptek. Izba nie tłumaczy jednak tego dlaczego w takim razie nikt nie składa wniosków o otwarcie nowej, a „starych” ubywa w tempie 82 miesięcznie. Eksperci twierdzą, że w ciągu 2-3 miesięcy możemy spodziewać się masowego zamykania aptek.

Lobbysci z Naczelnej Izby Aptekarskiej twierdzili, że intencją nowej ustawy jest ochrona rodzimego rynku. Tymczasem przed wejściem w życie ustawy, aż 96% aptek miało polskich właścicieli. Aptekarze chcieli by tylko oni mogli być właścicielami aptek i to nie większej liczby niż 5 na jednego farmaceutę. To miałoby ograniczyć ekspansję sieci. Jednocześnie jednak oznacza to ograniczenia konkurencji i wzrost cen, który jest już odnotowywany.
Tak więc efekt ustawy „Apteka dla aptekarza” jest spadek liczby placówek i wzrost cen.

Sama nazwa „Apteka dla aptekarza” wskazuje już jak durne przepisy ze sobą niesie. Apteki nie są dla aptekarzy, tylko dla pacjentów, kolej nie jest dla kolejarzy, tylko pasażerów, telewizja dla widzów, a nie aktorów, czy dziennikarzy, a szkoły dla uczniów, a nie nauczycieli.

Zobacz też: Rządowi urzędnicy dobierają się do naszych urlopów. Zobacz co kombinują

REKLAMA