O Platformie: liberalizm na opak

Za PRL-u żartowało się, że Polska jest jak rzodkiewka – w środku biała, a czerwona tylko z wierzchu. Dziś władzę nad Wisłą przejmuje partia, która odwraca tę kolorystykę – jeśli ją obrać z wolnorynkowych sloganów, okaże się do szpiku kości czerwona.

Platforma Obywatelska stoi okrakiem między prorynkowymi inklinacjami a potęgą socjalnego status quo. Gdy przejmie ster władzy, niewygoda tej postawy ujawni się z całą mocą. Jak pisał Fryderyk August von Hayek w „Drodze do zniewolenia”, polityka kompromisu między socjalizmem a wolnością skazana jest na klęskę. Ostatecznym skutkiem lawirowania między gospodarczymi skrajnościami jest zawsze albo konsekwentne postawienie na wolność, albo nieubłagane staczanie się społeczeństwa w niewolę. Tertium non datur.

Wolnościowe marzenia Platformersów zderzą się niechybnie z oporem biurokracji. Ambitne plany reform zostaną storpedowane przez skostniałe instytucje państwa postkomunistycznego. Na drodze do liberalizacji gospodarki stanie społeczeństwo, którego roszczeniowe namiętności rozpaliły obietnice kampanii wyborczej. Jeśli Platforma nie ruszy z kopyta – a do tego nie ma ani sejmowej większości, ani politycznego zapału – szybko osunie się ku „trzeciej drodze”, obierając tym samym najpewniejszy kurs na katastrofę.

Wysoka cena społecznego poklasku

Platforma Obywatelska zaczynała jako nieduża – w sensie społecznego poparcia – partia liberalna. Wskutek zmian, jakie zaszły na scenie politycznej, stała się najsilniejszym ugrupowaniem Rzeczypospolitej, grającym o najwyższą stawkę – poparcie większości. To z kolei wymusza strategię catch-all, polegającą na zacieraniu wyrazistego ideowego oblicza w imię walki o statystycznego wyborcę. Nieprzypadkowo w kontynentalnej Europie partie liberalne stanowią margines. Polityczna rzeczywistość stawia bowiem przed nimi prostą alternatywę: albo głosić konsekwentnie liberalizm, godząc się na rolę „języczka u wagi” – albo sięgać po szerokie masy, kłaniając się gustom rozmiłowanego w socjalizmie pospólstwa.

Historia Platformy to klasyczny scenariusz przebudowy partii ideowej w partię typu catch-all. Na ołtarzu władzy PO składa wolnorynkowe ideały. Najpierw zrezygnowała z hasła budowy IV Rzeczypospolitej, by skonsumować polityczne profity obrońcy III RP. A w kampanii wyborczej szafowała socjalnymi obietnicami, obiecywała „radykalne podwyżki w budżetówce” itp. Zamiast zapowiedzi uzdrawiającej rynkowej terapii systemu, otrzymaliśmy obietnicę utrzymania status quo, które w razie potrzeby będzie się łatać doraźnymi zastrzykami budżetowych pieniędzy.

Po co tankować zepsute auto?

Rozsądny i odważny liberał uznaje obecny stan sektora państwowego za ostatnią chwilę, by salwować się ucieczką w prywatyzację (póki jest jeszcze nadzieja, że znajdzie się chętny, by kupić niewydolne szpitale, zbiurokratyzowane uczelnie albo deficytowe przedsiębiorstwa komunalne). Liberałowi z PO brakuje odwagi i chęci, by pacjenta wyleczyć, więc gotów proponować mu czekoladki. Niestety, połowiczne rozwiązania bywają najgorsze. Bez strukturalnych reform, podwyżki dla budżetówki mogą co najwyżej umocnić socjalizm, a osłabić zdrową część gospodarki.

PO przyznaje co prawda, że ZUS to zupełnie niewydolna i bzdurna instytucja, ale z jakiegoś powodu zamierza przenieść do tego ZUS-u wszystkich rolników. Dziś rolnicy opłacają składki w KRUS, w którym i wpłaty, i emerytury są znacznie niższe. Zamiast jednak zlikwidować ZUS, a wszystkich Polaków przenieść do tańszego systemu rolniczego, PO postuluje, by rolnikom składki podwyższyć. Służba zdrowia ma dostać więcej pieniędzy, nauczyciele podwyżki, co i raz powraca koncepcja częściowo płatnej edukacji. Nasuwa się pytanie: skoro samochód nie działa, to po co go tankować?

Ten sam socjalizm, tylko za dopłatą

PO proponuje obniżenie i uproszczenie podatków (podatek liniowy bez ulg i zwolnień), czym zjednuje sobie sympatię tej nielicznej części społeczeństwa, która z grubsza rozumie prawidła makroekonomii. Platforma usilnie jednak zapewnia, że w niczym nie uszczupli to przychodów budżetu. Ba! – wedle obliczeń partyjnych ekspertów wpływy do budżetu mają nawet wzrosnąć! A prasa, powtarzając te i inne bzdury, ani się zająknie, że podatkowa reforma, która przyniesie budżetowi zyski, to żadna liberalizacja, tylko pospolita podwyżka podatków (niższe nominalne stawki służą maskowaniu realnego wzrostu fiskalnych obciążeń).

Podatki obniża się przecież nie po to, by pompować w budżet dodatkowe środki, ale właśnie po to, by ten budżet uszczuplić! Konkluzja nie wróży pomyślnej dla konserwatywnych liberałów kadencji. Platforma oferuje Polakom dokładnie ten sam socjalizm, który mają dzisiaj. Pokrętna logika i brak ideowej konsekwencji czynią z polskiego liberała socjalistę do kwadratu. W tym kontekście zastąpienie PiS-u przez Platformę może okazać się wymianą siekierki na kijek. Wszak i Kaczyński, i Tusk widzą doskonale, że sektor państwowych usług produkuje rozsypujące się dziadostwo, tyle że PiS chciał tę tandetę rozdawać za darmo, a PO każe sobie za to dodatkowo płacić. Szaleństwo kampanii dopiero ucichło, dogasa powoli kalejdoskop świetlanych wizji, a przed tryumfującym Tuskiem otwierają się cztery lata realnej polityki. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko – wszak Platforma obiecywała Polakom cud gospodarczy! By dokonać cudu, rzecz to oczywista, potrzeba cudotwórców.

Ale – jak to w demokracji – tych Ci u nas dostatek

wcześniejsze teksty w kategorii „WAŻNE!”:
O Platformie: Liberalizm na opak

Korwin Mikke: Zlikwidować działalność gospodarczą!
Korwin Mikke: o likwidacji dzieci niepełnosprawnych.
Korwin Mikke dla nczas.com: Wspomnienia wyborcza…
Piotr Żak: Wnioski z rozmowy z Arturem Zawiszą oraz Szymonem Pawłowskim
Janusz Korwin Mikke: To są dziwne wybory!
Dariusz Kos: Czy prezydent sprzeda Polaka?