Postępowania karne i dyscyplinarne przeciwko sędziom i prokuratorom to istotnie „dobra zmiana” w wymiarze sprawiedliwości. Byłaby jeszcze lepsza, gdyby za postępowaniami personalnymi poszły rozwiązania systemowe.

W 2009 roku, w wiosenną, weekendową noc policja drogowa w jednym ze środkowych stanów USA przeprowadziła spontaniczną, masową kontrolę kierowców na autostradach. Spośród kilku tysięcy kierowców poddanych badaniu trzeźwości ponad dwustu miało zbyt wysoki poziom alkoholu we krwi. W tej grupie znalazła się stanowa wiceprokurator wracająca z suto zakrapianej imprezy. Dyżurny sędzia nakazał natychmiast zatrzymać urzędniczkę i zabezpieczyć dowody oraz zakazał jej pełnienia funkcji do czasu wyroku sądowego. Wszyscy kierowcy zatrzymani na „podwójnym gazie” otrzymali mandaty w wysokości od 100 do 500 dolarów, jednak pani wiceprokurator – jako osobie pełniącej funkcję zaufania publicznego – urządzono proces sądowy. W trakcie jednej rozprawy przesłuchano świadków (policjantów prowadzących akcję), a biegli zapoznali się dodatkowo z wynikami badania alkomatem. Ława przysięgłych jednogłośnie uznała wiceprokurator za winną jazdy po pijanemu, a sędzia prowadząca sprawę wymierzyła jej najsurowszą możliwą karę – dziewięć miesięcy bezwzględnego więzienia.

W uzasadnieniu stwierdziła, że społeczeństwo obdarzyło oskarżoną szczególnym zaufaniem, powierzając jej stanowisko wiceprokuratora, czyli osoby zajmującej się wyciąganiem konsekwencji wobec tych, którzy prawo łamią. Oskarżona, która sama musiała świecić przykładem, zdaniem sędzi zaufanie to zawiodła i dlatego musiała ponieść karę najcięższą z możliwych. Jeszcze na sali sądowej policja zakuła panią byłą już wiceprokurator w kajdanki i odwiozła do aresztu. Sędzia penitencjarny nakazał umieścić ją w najgorszej celi i poddać szczególnej, wymagającej więziennej dyscyplinie, przewidzianej dla osób najbardziej niebezpiecznych. Swoją decyzję uzasadnił tym, że los skazanej ma być przestrogą dla wszystkich osób piastujących funkcje publiczne. Dwie prośby skazanej o wcześniejsze zwolnienie nie zdały się na nic. Łzy nic nie pomogły. Była prokurator odsiedziała wyrok do ostatniego dnia i do ostatniej godziny, co podkreślały lokalne media, regularnie śledzące przebieg jej kary. Do zawodu już nie wróciła. Argumenty o tym, że popełniła życiowy błąd, sąd oczywiście przyjął, jednak przysięgli byli zgodni, że za ten błąd pani wiceprokurator powinna odpokutować. Sędzia Mirosław T., którego właśnie uniewinniono od zarzutu kradzieży 50 złotych, tłumaczył się również „błędem”. Różnica polega na tym, że to tłumaczenie przekonało jego kolegów w togach, którzy oczyścili go z zarzutu. Druga różnica polegała na tym, że nie przyszło mu do głowy, aby po całym skandalu honorowo podać się do dymisji i odejść z sądownictwa.

CZYTAJ DALEJ

Comments are closed.