REKLAMA

– Polityczno-wojskowy sojusz Polski z Ameryką jest przedmiotem konsensusu najważniejszych sił politycznych, ale nie sposób przejść do porządku dziennego nad zaangażowaniem Waszyngtonu w zwalczanie nowelizacji ustawy o IPN, uchwalenie ustawy 447 czy wreszcie poparcie Ambasady USA dla politycznego ruchu homoseksualnego (tzw. parada równości). Czy warto płacić każdą cenę za współpracę?

Czytaj także: Brexitowcy zbierają siły i pieniądze. Farage znów na pierwszej linii frontu w kampanii o opuszczenie Unii Europejskiej

REKLAMA

– Po pierwsze – Waszyngton traktuje każdą z tych spraw oddzielnie, a nie jako strategiczną „politykę polską”. Po drugie – za niepodległość i wolność warto zapłacić właściwie każdą cenę. W związku z tym należy zrobić cost-benefit analysis, czyli analizę kosztów i zysków. Czy wolność i niepodległość w ramach NATO pod waszyngtońską batutą jest warta narzucenia Polsce dyktatury przyjemności w imię ideologii marksizmu-lesbianizmu i ustępstw dla ruchu roszczeniowego organizacji żydowskich w takt politycznej poprawności i dyktowania RP, jakie prawa może czy nie może uchwalać? Jeśli nie opłaca się w tym kontekście trzymać Ameryki, to należy rozważyć inną koncepcję geopolityczną: autarkię (co oznacza oddanie się na żer sąsiadom), Międzymorze (co trudno zrealizować samemu przy ograniczonych środkach gospodarczych RP), inkorporację regionalną do EU (co oznacza bezwarunkowe poddanie się Brukseli i Berlinowi) czy odwrócenie przymierza (czyli podporządkowanie się Moskwie, która nie traktuje zdominowanych przez siebie narodów jako partnerów, a jedynie jako niewolników).
Jeśli jednak odpowiedź brzmi: tak, warto jest trzymać się USA, to trzeba robić wszystko, aby stępić ostrze zagrożeń wynikających z opcji amerykańskiej. Uwijać się, manipulować i bronić przed patologiami, a jednocześnie korzystać z dobrodziejstw amerykańskiego parasola ochronnego. Tak długo, jak nad Wisłą panuje demokracja parlamentarna, jest kompatybilność z USA. A demokracja polska może wykonywać rozmaite manewry, w tym promować narrację narodową i chrześcijańską, jak Bóg przykazał, a nie poddawać się naciskom z zewnątrz. Tylko trzeba wiedzieć, jak to się robi. A w momentach ekstremalnych Amerykanie pogodzą się nawet z autorytaryzmem nad Wisłą i ustrojem chrześcijańskiego solidaryzmu narodowego w ramach parlamentaryzmu.

REKLAMA