Chodakiewicz: Musimy mieć broń atomową. I odwagę by jej użyć!

Prof. Marek Jan Chodakiewicz
Prof. Marek Jan Chodakiewicz. Fot. Tomasz Sommer
Prenumerata NCZ! z prezentem

– Jakie miejsce zajmuje dziś Polska w polityce amerykańskiej? Czy liczymy się jako samodzielny podmiot, czy bardziej znaczymy jako ważny element bloku Trójmorza?

– Dzisiaj największe znaczenie dla Polski jako członka NATO ma to, że kraj jest stabilny i stale rośnie w siłę gospodarczo. USA mogą więc polegać na RP jako na regionalnym sworzniu odgrywającym rolę wschodniej flanki sojuszu atlantyckiego. Warszawa służy również jako pozytywny przykład uczestnika układu, który wywiązuje się ze swoich obowiązków. Zbroi się i płaci za siebie.
Naturalnie znaczenie Polski wzrosłoby niepomiernie, gdyby Warszawa potrafiła współpracować z sąsiadami w ramach Intermarium. Taki blok byłby bardzo pożądany z punktu widzenia interesów amerykańskich. Militarnie znacznie zwiększałby siłę NATO. Gospodarczo i infrastrukturalnie oś północ-południe stałaby się niezmiernie wartościowym partnerem handlowym i gospodarczym. Stanom Zjednoczonym jest zawsze wygodniej dogadywać się z bytem dużym niż z poszczególnymi karzełkami, które nienawidzą się między sobą i wiecznie kłócą. Tutaj spełnienie formuły „brat z bratem, siostra z siostrą” czy też „wolni z wolnymi, równi z równymi” byłoby wyśmienitym zwycięstwem geopolitycznym. Wielorakość i pluralizm przemawiającego jednym głosem Międzymorza to niezwykle atrakcyjna propozycja dla Ameryki.

Czytaj także: Absurdy politycznej poprawności. Zabrali im wszystko. Teraz chcą zabrać nawet seks

– Rok temu w Warszawie prezydent Trump mocno akcentował, że Zachód jest wspólnotą wartości zakorzenionych w chrześcijaństwie, w odróżnieniu od Rosji i Chin. Po szczycie w Helsinkach z tej retoryki niewiele zostało?

– Dlaczego? Czy odrzucił chrześcijaństwo i cywilizację zachodnią na rzecz choćby zoroastryzmu? Zruszczał? Schińszczał? Jak mówiłem: górnolotne cele i idealistyczna retoryka pozostają niezmienione. Twarde realia wymuszają kompromisy, aby do tych celów dojść. W tej chwili Trump przechodzi fazę dogadywania się, robienia deals. A to nie oznacza porzucenia swoich celów. Jest to próba osiągnięcia tych celów za pomocą dyplomacji, a nie za pomocą przemocy czy wymuszania. A dyplomacja to sztuka kompromisu. Chociaż nie za każdą cenę. Tego przecież Trump nie robi.
To Polska ma małe pole manewru. USA mogą sobie pozwolić na komfort wielkich ruchów. Nawet fałszywych, takich jak z Kimem i Putinem. Inną kwestią jest, w jakim stopniu może się to odbić negatywnie na małych aliantach w ramach NATO i poza nim (np. Łotwie czy Korei Południowej).

Comments are closed.