Korwin-Mikke: argumentem „za” jest zrobienie na złość Rosjanom, „przeciwko” zrobienie na złość Kaczyńskiemu. Oto Polska właśnie!

Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP/Radek Pietruszka
Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP/Radek Pietruszka

Pod tytułem „Kaczyński ogłosił koniec dyktatu Rosji w Polsce. Padły mocne słowa” portal tygodnika „Do Rzeczy” zajął się problemem przekopania Mierzei Wiślanej. Ten projekt był rozważany przez co najmniej od 50 lat – i za każdym razem z tajemniczych powodów był odkładany na później. Przypomina to trochę problem promów w Świnoujściu. Od pół wieku trwa dyskusja: „Zbudować most czy przekopać tunel?”.

Ile razy już-już ma być podjęta decyzja np. budowy tunelu – natychmiast przewagę uzyskują zwolennicy mostu – i sprawa się o rok-dwa odwleka. W Warszawie dominowało podejrzenie, że to robota Niemców, którzy nie chcą, by Świnoujście uzyskało połączenie z Polską, bo powinno czuć łączność z Vaterlandem. Tymczasem jest to robota… lobby promowego – bo wtedy promy, ich załogi, kapitanat portu i inni straciliby pewną, spokojną pracę…
…a przecież dobro Człowieków Pracy jest najważniejsze!

W wypadku Mierzei, niestety, zwolennicy status quo nie mają takiego wyboru – więc zamiast tego trwają dyskusje, „w którym miejscu Mierzeję przekopać”. I znów w dyskusji wygrywa koncepcja, by na razie nic nie robić, a potem się zobaczy.

Przeciwnikami budowy są głównie ekolodzy – zarówno ci, co bronią unikalnych mchów porastających Mierzeję, jak i ci broniący wodorostów w Zalewie Wiślanym. Rosjanie oczywiście lubią mieć kontrolę nad wszystkim (nie wiem, czy pobierają jakieś opłaty za przepływanie przez Cieśninę Piławską?) – ale z ich punktu widzenia to Bardzo Małe Piwo. Dlatego też bardzo bawią mnie buńczuczne słowa WCzc. Jarosława Kaczyńskiego w PR Olsztyn: „Czasy, kiedy Rosjanie nam dyktowali, co my możemy, a czego nie możemy na naszym terytorium, się skończyły”,

Otóż „czasy, kiedy Rosjanie nam dyktowali, co my możemy, a czego nie możemy na naszym terytorium”, skończyły się w roku 1916, gdy powstało III Królestwo Polskie, które od Rosji było całkowicie niezależne, a zależność od Niemiec odrzuciło, ogłaszając niepodległość 7 października 1918 roku (z tej okazji zapraszam na Marsz Wolności i Suwerenności 7 października 2018 roku – ruszamy z pl. Trzech Krzyży w Warszawie). Potem Polska (a jeszcze bardziej Rosja!!) robiły to, co kazał Związek Sowiecki – ale w przypadku Polski skończyło się to w 1956 roku – z chwilą odesłania śp. marsz. Konstantego Rokossowskiego ciupasem do Moskwy. PRL nie poparła wtedy interwencji sowieckiej na Węgrzech – na przykład. Odstąpiła – wbrew zaleceniom z Moskwy – od kolektywizacji rolnictwa. Polska wzięła w 1968 udział w inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację – ale nie dlatego, że „musiała” (Rumunia na przykład odmówiła), tylko dlatego, że kierownictwo PZPR obawiało się, że przykład czechosłowacki może spowodować, że i ono utraci władzę.

Czytaj dalej ->