Dr Martyka: Lockdown nie daje żadnych rezultatów. Ile jeszcze ludzi musi umrzeć, żebyśmy się opamiętali?

Dr Zbigniew Martyka. / foto: YouTube
Dr Zbigniew Martyka. / foto: YouTube

Porównanie choćby krajów Europy, które wprowadziły lockdown oraz tych, które potraktowały SARS-COV-2 jako normalnego wirusa, wyraźnie wskazuje, że lockdown nie daje żadnych rezultatów. Ostatecznie wątpliwości rozwija porównanie Florydy i Kalifornii – mówi w rozmowie z portalem „Do Rzeczy” doktor Zbigniew Martyka.

Specjalista chorób zakaźnych, ordynator oddziału obserwacyjno-zakaźnego w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej w wywiadzie komentuje ostatnie tygodnie „walki” z COVID-19.

Dr Martyka odniósł się do słów rzecznika MZ Wojciecha Andrusiewicza, który stwierdził, że rząd dał Polakom marchewkę, więc teraz czas na kij.

To jest traktowanie Polaków jak niegrzecznych dzieci, które trzeba wychować za pomocą kar i nagród. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia zdecydowanie za daleko posunął się w swoim komentarzu – to jest upokarzające dla ludzi. Skoro już jesteśmy przy porównaniu do dzieci, to rząd zachowuje się jak chuligan w piaskownicy, który wykorzystując swoją siłę fizyczną, wymusza na innych dzieciach podporządkowanie się jego woli, wbrew ustalonym wcześniej zasadom. Trzeba też podkreślić, iż decyzje podejmowane przez rządzących są w wielu przypadkach absurdalne i – co wiele razy podkreślałem – przynoszą więcej szkody niż pożytku – mówi.

Lockdown nie działa?

Zaznacza, że po roku doświadczeń w walce z COVID-19 i analizie różnych podejść, można dojść do wniosku, że lockdown po prostu nie działa.

Bardzo ważna kwestia, którą trzeba koniecznie poruszyć, to fakt, iż te absurdalne w wielu przypadkach ograniczenia, są wprowadzane bez żadnych podstaw czy badań. Porównanie choćby krajów Europy, które wprowadziły lockdown oraz tych, które potraktowały SARS-COV-2 jako normalnego wirusa, wyraźnie wskazuje, że lockdown nie daje żadnych rezultatów. Ostatecznie wątpliwości rozwija porównanie Florydy i Kalifornii – dwóch stanów z podobnym klimatem, podobnym poziomem zakażeń, ale całkowicie różnym podejściem do zamykania gospodarki – zaznacza dr Martyka.

Czytaj także: Kalifornia i Floryda, lockdown kontra zdrowy rozsądek. Co przyniosło lepszy efekt?

Dr Martyka o zamknięciu województwa warmińsko-mazurskiego

Krytykuje decyzję rządu o zamknięciu województwa warmińsko-mazurskiego.

Rząd ma przykład z własnego podwórka, że na liczbę zakażeń nie ma wpływu lockdown. Spójrzmy na dane z pierwszej połowy poprzedniego roku, a więc czasu największego zamknięcia. Średnia ilość zachorowań w Polsce miała się nijak do obostrzeń. Zachorowania zaczęły narastać od połowy marca, kiedy to drastycznie ograniczono możliwość swobodnego przemieszczania się. Potem spadały od czasu złagodzenia obostrzeń (pod koniec kwietnia). Od maja ilość wykrytych infekcji SARS-COV-2 utrzymywała się na podobnym poziomie z lekką tendencją spadkową, by od lipca znów wzrosnąć – analizuje.

Wzrost zakażeń SARS-CoV-2 vs grypa w latach poprzednich

Ordynatora szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej nie dziwi ostatni wzrost zakażeń.

Proszę sobie przeanalizować wykres zachorowań na grypę i choroby grypopochodne z poprzednich lat. Szczyt zachorowań regularnie przypadał na przełom lutego i marca. SARS-COV-2 ma podobną specyfikę, więc nie trzeba być prorokiem, żeby to prognozować. Czy Wielkanoc będzie podobna do poprzednich świąt? Moim zdaniem tak – i będzie to niezależnie od liczby zachorowań – wskazuje.

– Mamy do czynienia z wirusem sezonowym i mutującym (co było wiadomo od razu, wbrew przekazom medialnym), więc podawać szczepionkę również należałoby co roku. I do tego wszystko zmierza. Czy to będzie koniec epidemii? W zeszłym roku zanotowaliśmy 1,26 miliona zakażeń SarsCoV-2. Dla porównania, liczba zachorowań na grypę w sezonie 2017/2018 to 5,41 miliona przypadków. Jeżeli mówimy o epidemii SarsCoV-2, to gwoli uczciwości, musielibyśmy mówić o czymś w stylu mega-epidemii grypy – uważa specjalista chorób zakaźnych.

Walka z COVID-19. Co dalej?

Co zaleca dr Martyka?

Skończyć lockdown, przywrócić normalne funkcjonowanie ochrony zdrowia – jak w poprzednich latach. Dotychczasowa polityka rządu kosztowała życie ponad 75 tysięcy osób – niediagnozowanych i nieleczonych, właśnie przez „walkę” z koronawirusem. Ile jeszcze ludzi musi umrzeć, żebyśmy się opamiętali? – pyta dr Martyka.

Źródło: Do Rzeczy

 

11 KOMENTARZE

  1. Pan doktor nie ma racji, lokdałn działa. Umierają ci co są obciążeniem dla budżetu, i plajtują ci mniejsi i bardziej niezależni przedsiębiorcy. Nie od rzeczy jest też wspomnieć kto zarabia na zaopatrzeniu np. szpitali jednoimiennych. Wiec- wszystko idzie tak, jak iść powinno.

  2. Paradoksalnie niewielu ludzi musi umrzeć, aby to szaleństwo się skończyło. Rzecz jednak w tym, że muszą to być główni animatorzy tego przewrotu i najbadziej zatwardziali koronazidiociali. Obawiam się jednak, że nie zechcą tego zrobić po dobroci.

  3. Wystarczy, że umrą rządowi bandyci-mordercy. Iluż ich – do cholery – jest, że to aż taki epokowo-cywilizacyjny problem jest ? Bo na razie to tylko kupa wstydu dla społeczeństwa jest, że te sprzedajne łachudry jeszcze po tej ziemi chodzą. Tylko rewolucja i przewrót, bo z dnia na dzień przestajemy być Polakami na rzecz ..Poliniaków ! I niech nie myślą, że będą róże i aksamit. Czasy zgubnego romantyzmy zostały Nam wybite z głowy na zawsze.

  4. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia zdecydowanie za daleko posunął się w swoim komentarzu – to jest upokarzające dla ludzi- Konfederacja, za tę wypowiedź, powinna żądać wyrzucenia tej istoty z pracy, paragrafy łatwo znaleźć

Comments are closed.