Po tragedii w Przewodowie. Michalkiewicz: „Reakcja strony ukraińskiej skłoniła mnie do wątpliwości”

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz. / Foto: PAP
REKLAMA

Reakcja strony ukraińskiej skłoniła mnie do wątpliwości (…) z dwóch powodów – mówi w swym wideoblogu, na kanale asmeredakcja na YouTube, publicysta Stanisław Michalkiewicz.

Przypomnijmy, iż po dwóch dniach od tragedii w Przewodowie rzecznik rządu warszawskiego Piotr Müller poinformował, że „dotychczas zgromadzone materiały przez polskie służby, ale również przez służby, z którymi współpracujemy, nasze służby sojusznicze, wskazują, że powodem tego wydarzenia, powodem tej eksplozji rakiety na wschodzie naszego kraju były działania obronne Ukrainy przeciwko działaniom ofensywnym Rosji, która od wielu miesięcy prowadzi działania zbrojne na terenie Ukrainy”.

REKLAMA

Strona ukraińska długo szła w zaparte i przekonywała, że to nie była ich rakieta. Już kilka godzin po tragedii prezydent Wołodymyr Zełenski ogłosił, że to Rosja zaatakowała Polskę. Dopiero w czwartek popołudniu przyznał, iż nie wie „na 100 procent, co się stało”.

Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

– Myślę, że świat również tego nie wie – dodał, cytowany przez Bloomberga. – Nie możemy powiedzieć konkretnie, że były to działania na przykład obrony powietrznej Ukrainy – zastrzegł.

Bura od Bidena go otrzeźwiła? Zełenski zmienia zdanie ws. wybuchu w Przewodowie

Michalkiewicz: „Reakcja strony ukraińskiej skłoniła mnie do wątpliwości”

Do sprawy tragedii w Przewodowie odniósł się w swym wideoblogu publicysta „Najwyższego Czasu” Stanisław Michalkiewicz. Redaktor zaczął od tego, iż „jeden z wysokich dygnitarzy ukraińskich zwrócił uwagę, że nie ma żadnych dowodów na to, że ta rakieta została wystrzelona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą”.

Wyglądało to początkowo na przypadek, bo takie rzeczy mogą się zdarzyć, jeżeli tam zmasowany atak rakietowy był, to i zmasowana odpowiedź była ukraińska – powiedział Michalkiewicz i dodał, że początkowo dopuszczał „możliwość, że wszystko zdarzyło się przypadkowo”.

Publicysta zaznaczył, iż „ta reakcja strony ukraińskiej skłoniła mnie do wątpliwości (…) z dwóch powodów”. – Po pierwsze dlatego, że nie ukrywanym przecież od samego początku zamiarem prezydenta Zełenskiego jest to, żeby ta wojna jak najszybciej rozlała się poza granice Ukrainy, zwłaszcza na państwa środkowej Europy, między innymi Polskę – podkreślił.

Tego typu incydenty, jeżeli były zamierzone, mogły być obliczone na to, że w ten sposób cały Sojusz Północnoatlantycki zostanie w tę wojnę wciągnięty, że zostanie uruchomiony artykuł 5 itd., ale okazało się, że Amerykanie nie są w ciemię bici i nie dadzą się wodzić za nos Prezydentowi Zełenskiemu – dodał publicysta „Najwyższego Czasu!”.

To była jedna okoliczność, a dodatkowego pieprzyku dodaje do niej to, że prezydentowi Zełenskiemu trochę zaczyna się palić grunt pod nogami – wskazał. Michalkiewicz przypomniał, że „trzy dni temu (14 listopada – przyp. red.) rozpoczęły się w Ankarze tajne rozmowy amerykańsko-rosyjskie, o których nic nie wiemy. Wiemy tylko jedno, że na pewno nie są tam poruszane sprawy Ukrainy”.

Publicysta zauważył, iż „takie rozmowy by się wplatały w pewien ciąg wydarzeń zapoczątkowany telefoniczną rozmową ministra Szojgu z amerykańskim sekretarzem obrony Lloydem Austinem, w wyniku której minister Szojgu wydał rozkaz, żeby wojska rosyjskie opuściły przyczółek na prawym brzegu Dniepru w Chersoniu i przeniosły się na lewy brzeg Dniepru”.

Bardzo możliwe, że wstępnie taka linia demarkacyjna jakaś została ustalona w tej rozmowie telefonicznej i teraz szczegóły są dogrywane w Ankarze – dodał.

Jeszcze jedną przesłanką jest to, że prezydent Biden i w ogóle strona amerykańska ostatnio bardzo intensywnie zachęcała prezydenta Zełenskiego do większej elastyczności w sprawie ewentualnych rokowań z Rosją – powiedział Michalkiewicz.

Redaktor wskazał, że prezydent Zełenski nie był do tego skory, ale jak dodał jest „w stu procentach uzależniony od Amerykanów”. – Jeżeli Amerykanie dogadają się w Ankarze z Rosjanami i każą mu coś zrobić, to będzie musiał to zrobić, bo nie ma innego wyjścia – podkreślił.

Po tragedii w Przewodowie. Korwin-Mikke OSTRO: „Reakcja naszych władz jest kompromitująca” [VIDEO]

REKLAMA