Rozwiązanie problemu protestujących niepełnosprawnych jest proste. Socjaliści na pewno się na to nie zdecydują

Sejm protest niepełnosprawnych
Przedstawicielki protestujących w Sejmie niepełnosprawnych. / fot. PAP/Radek Pietruszka

Rozwiązanie problemu protestujących niepełnosprawnych jest proste i może dać długofalowy efekt, rządzący socjaliści jednak się na nie zdecydują z kilku powodów. Zamiast tego zakończy się zapewne na kolejnej jałmużnie, która chwilowo uspokoi nastroje.

Problem w kwestii pomocy niepełnosprawnych jest osadzony w trzech głównych obszarach, o których mówi część niepełnosprawnych. Po pierwsze na masową skalę przyznawane są zasiłki osobom, które wcale ich nie potrzebują. Błędne orzecznictwo dotyczy ponad połowy przyznawanych świadczeń, a według różnych obliczeń może dotyczyć nawet 80-90 procent przypadków!

Na pomoc niepełnosprawnym idą więc w naszym państwie całkiem spore pieniądze, tylko podobnie jak w wielu innych obszarach są one źle ukierunkowane. Gdyby nie było tzw. orzecznictwa na łupież i zasiłki otrzymywały tylko osoby, które ich potrzebują, to zyskałyby one znacznie więcej niż te 500 złotych, których się domagają.

Tu dochodzimy jednak do kolejnego problemu, czyli nadmiernej biurokratyzacji i regulacji gospodarki. To sprawia, że duża część niepełnosprawnych, którzy chcą pracować, nie ma takiej możliwości, przez stworzone wcześniej bariery wejścia na rynek.

To państwo sprawiło najpierw, przez złe prawo, że osoby te nie mogą pracować, a następnie bohatersko „rozwiązało” problem przez przyznanie zasiłków i uzależnienie niepełnosprawnych od pomocy socjalnej. Socjaliści odarli niepełnosprawnych z godności i sprawili, że teraz muszą oni prosić się o kilkaset złotych więcej.

Co więcej, socjaliści uważają, że ludzie są na tyle źli i podli, że gdyby nie zabierano im pieniędzy pod przymusem, to sami nie pomogliby tym, którzy nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Jeżeli 95 procent osób popiera pomaganie słabszym, to mogą oni równie dobrze robić to prywatnie – będzie celniej i taniej.

Celniej, bo każdy wydając swoje np. 50 złotych na pomoc, dokładnie sprawdza, czy ktoś faktycznie potrzebuje pomocy i nie jest „naciągaczem”. Taniej, dlatego, że pomocą będą się zajmować prywatne fundacje.

Czytaj więcej: Czy to musi być państwowe? Starcie większości z argumentami i logiką

Nawet w obecnym systemie da się zorganizować pomoc niepełnosprawnym lepiej, pokonać trzeba jednak trzeci problem, czyli centralizację. Centralizacja przekłada się na dwa wcześniej wymienione problemy.

Wpływa ona na większą liczbę niesłusznych orzeczeń, bo jeżeli już urzędnik ma decydować o przyznaniu zasiłku, to znacznie lepiej zrobi to ten z gminy, niż ten z Warszawy. Wpływa też na biurokratyzację, bo konieczne jest stworzenie Ministerstwa (obecnie Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej) i urzędów mu podległych (centralnych, wojewódzkich, powiatowych i gminnych).

Socjaliści oczywiście na takie rozwiązanie się nie zdecydują, z kilku powodów. Straciliby oni głosy urzędników. Im bardziej skomplikowany jest system, tym łatwiej coś z niego „wyprowadzić”. Niepełnosprawni są kolejną grupą, którą można wykorzystywać w grach o wyborcę.

I najważniejsze – przedstawiciele niepełnosprawnych, którzy protestują w Sejmie sami zdają się nie rozumieć istoty problemu. Iwona Hartwich w rozmowie z Konradem Berkowiczem zdawała się nie przyjmować do wiadomości, że może zyskać znacznie więcej niż te 500 złotych. Dyskusja w tym przypadku zamykała się na sformułowaniu „chcemy dostać więcej od rządu”.

Warto przeczytać: Polski paraolimpijczyk o proteście niepełnosprawnych: problemu nie załatwi 500 zł. Wszystkim po równo? Nie uważam tego za dobry pomysł