Testament śp. inż. Marka Zadrożniaka (2). Czy rządzą nami sabotażyści?

Zdjęcie ilustracyjne. / Źródło: pixabay
Zdjęcie ilustracyjne. / Źródło: pixabay
Prenumerata NCZ! z prezentem

W ramach aktualizacji „Programu polskiej energetyki jądrowej” w październiku 2020 roku Rada Ministrów przyjęła program ministra klimatu, zgodnie z którym zostaną zlikwidowane wszystkie węglowe elektrownie zawodowe. Problem w tym, że do nich mamy paliwo na najbliższe 500 lat, a na ich miejsce, z powodów politycznych i ideologicznych zostaną zbudowane elektrownie gazowe i jądrowe, do których gaz i uran będziemy kupować za granicą. Ruch ten ma rzekomo… zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne.

Ostatnio na podstawie raportu śp. mgr inż. Marka Zadrożniaka pt. „Kompendium wiedzy o elektrowniach wiatrowych, słonecznych i węglowych” przedstawiłem na tych łamach porównanie energetyki węglowej z wiatrową i fotowoltaiczną.

Raport omawia też sens inwestowania w energetykę jądrową. Rząd pisze otwarcie, z jakiego powodu planuje zniszczenie polskiej energetyki węglowej: „Dążąc do realizacji celów porozumienia paryskiego, w grudniu 2019 r. UE przyjęła ogólnoeuropejski cel osiągnięcia całkowitej neutralności klimatycznej w 2050 r. W tym kontekście KE podjęła prace nad podniesieniem celu redukcji emisji gazów cieplarnianych na rok 2030 z 40 proc. do co najmniej 50 proc.

Wagę tych zamierzeń podkreśla ustanowienie tzw. Europejskiego Zielonego Ładu (…). Te uwarunkowania w kontekście polskiej transformacji energetycznej wymuszają włączenie bezemisyjnej energetyki jądrowej do miksu energetycznego jako podstawy zrównoważonego systemu elektroenergetycznego kraju”.

Sprzeczne z polską racją stanu

Jak komentuje Zadrożniak, jakieś anonimowe gremium pod szyldem Komisji Europejskiej na podstawie zobowiązania politycznego podjęło prace nad podniesieniem celu redukcji emisji gazów cieplarnianych na rok 2030 z 40 proc. do co najmniej 50 proc. Zauważa, że KE to nie tylko 27 komisarzy, a 32 tys. urzędników – i to te 32 tys. urzędników w swym zwidzie wygenerowało tę jakże tajemniczą i znamienną redukcję z 40 na 50 proc., która stała się ważniejsza dla polskiego rządu niż Ewangelia dla chrześcijanina.

Dalej w „Programie polskiej energetyki jądrowej” czytamy: „Środowiskowe zalety energetyki jądrowej to przede wszystkim brak bezpośrednich emisji CO2 podczas pracy (w ciągu ostatnich 50 lat uniknięto około 55-60 Gt CO2), a także brak emisji innych szkodliwych dla środowiska i zdrowia ludzi substancji: NOx, SO2, CO, pyłów, rtęci i innych metali ciężkich oraz wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA). Łącznie, w tym dzięki bezemisyjności energetyki jądrowej, uniknięto 1,84 mln przedwczesnych zgonów w okresie od 1970 r. do 2009 r. Energetyka jądrowa to także bardzo małe zużycie betonu i stali na jednostkę wyprodukowanej energii elektrycznej, oszczędność cennych surowców: metali ziem rzadkich i srebra wykorzystywanych w technologiach źródeł energii OZE, najmniejsze wykorzystanie powierzchni na jednostkę wyprodukowanej energii elektrycznej oraz nawet 80-100 letni okres sprawnej eksploatacji”. Jak zauważa Zadrożniak, „uniknięte” przez elektrownie atomowe 0,33 Gt C/rok to tylko 13,6 proc. tolerancji samego pomiaru! Jak na dłoni widać, że te 55-60 Gt CO2 na 50 lat to jest niewiarygodna manipulacja – i tyle! Jakie znaczenie ma „uniknięte” przez elektrownie atomowe 0,33 Gt C/rok, kiedy tolerancja samego pomiaru mieści się w przedziale 2,4 Gt C/rok?

Autor nie zostawia suchej nitki na rządowych programach dotyczących transformacji energetycznej, które nie myślą o korzyściach dla Polski, a bezrefleksyjnie wykonują rozkazy płynące od ONZ i z UE, mimo że są one całkowicie sprzeczne z polską racją stanu. Mało tego – programy rządowe próbują udowadniać, że jest dokładnie odwrotnie! Ekspert wykazuje żenująco niski poziom rządowych opracowań i manipulowanie danymi. Wylicza, że z powodu realizacji przez Polskę porozumienia paryskiego oraz żądań Brukseli za emisję CO2 co roku płacimy grube dziesiątki miliardów złotych. Oczywiście z rachunkach za energię elektryczną.

Rządowy „Program polskiej energetyki jądrowej” opiera się na trzech filarach: bezpieczeństwo energetyczne, klimat i środowisko oraz ekonomia. Zadrożniak pisze, że bezpieczeństwo energetyczne jest znacznie mniejsze w przypadku elektrowni jądrowej niż w przypadku elektrowni węglowych. Wpływu na klimat nie ma żadna z elektrowni na całej Ziemi, bez względu na jej typ. Co do środowiska, to najlepiej widać wpływ elektrowni atomowej na środowisko w przypadku elektrowni w Czarnobylu i w Fukushimie. Zaś jeśli chodzi o ekonomię, to energia z nowoczesnych nadkrytycznych bloków węglowych jest kilkakrotnie tańsza niż z elektrowni atomowych. Tak też jest z ich budową, która na dodatek trwa kilka razy krócej.


PRZEDSPRZEDAŻ: JEDWABNE. HISTORIA PRAWDZIWA SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY


Bezpieczeństwo elektrowni atomowej

Zadrożniak podkreśla w raporcie, że stopienie rdzenia w elektrowni jądrowej jest możliwe, skoro stosuje się tyle zabezpieczeń. W technice jest tak, że jak coś jest możliwe, to kiedyś stanie się realne. Zwykły człowiek, na którego prawo do informacji powołują się autorzy ministerialnego raportu, rozumuje tak: „skoro jest tyle zabezpieczeń, to jest bezpiecznie”, a jest akurat odwrotnie: jest tyle zabezpieczeń, bo grozi stopienie reaktora i wybuch jak w Czarnobylu. A zabezpieczenia to tylko zabezpieczenia.

Według rządowego programu „wdrożenie energetyki jądrowej w Polsce przyczyni się znacząco do podniesienia poziomu bezpieczeństwa energetycznego państwa”. Zadrożniak pyta więc, jak można podnieść bezpieczeństwo państwa poprzez zakupy uranu za granicą, mogąc korzystać z rodzimego węgla? Po co dywersyfikować cokolwiek, skoro mamy na miejscu polski węgiel? Dodaje, że najważniejsze dla ministra klimatu jest „osiągnięcie ambitnych celów redukcji emisji gazów cieplarnianych”, czyli ambicja za cenę roztrwonionych i zmarnowanych setek miliardów złotych.

(Nie)bezpieczeństwo bloków atomowych wynika z dwóch problemów. Po pierwsze – z braku możliwości zadowalającego rozwiązania problemu odprowadzania ciepła z prętów paliwowych przy olbrzymiej koncentracji mocy jednostkowej w reaktorze. Po drugie – z niemożności pracy elektrowni jądrowej bez zewnętrznego zasilania z tzw. sieci systemowej. W 2008 roku na Florydzie dwa reaktory jądrowe zostały wyłączone z powodu… utraty zasilania zewnętrznego podczas powszechnej przerwy w zasilaniu w stanie.

Pod koniec 2012 roku ogólna liczba pracujących reaktorów energetycznych wynosiła 434; do tego czasu aż sześć uległo zniszczeniu: jeden w Three Mile Island w Pensylwanii, jeden w Czarnobylu oraz cztery w Fukushimie, co stanowi 1,38 proc. z ogólnej liczby reaktorów. Mówiąc obrazowo, to tak jakby co 72. samochód ulegał wybuchowi w czasie jazdy. Takie to bezpieczne.

Cały omawiany dokument rządowy to – zdaniem Zadrożniaka – „peany na cześć elektrowni atomowych oraz nachalna propaganda niskich lotów. Nic merytorycznego. Żadnych porównań obecnych elektrowni węglowych z planowanymi jądrowymi w kontekście ekonomii, efektywności, sprawności (sprawność EJ to tylko 36  proc.), kosztów budowy, eksploatacji i remontów oraz modernizacji, kosztów produkowanej energii”.


Zobacz także:


Energia atomowa w odwrocie

Według „Raportu o stanie światowego przemysłu jądrowego 2019”, przygotowanego przez niezależnych konsultantów, Mycle’a Schneidera i Antony’ego Froggatta, obserwuje się stały systematyczny spadek udziału energii jądrowej w globalnej produkcji energii elektrycznej – z rekordowego poziomu 17,46 proc. w 1996 roku do 10,15 proc. w 2018 roku. W 2018 roku potencjał nuklearny Belgii dostarczył o 1/3 mniej energii niż w 2017 roku. W Korei Południowej produkcja energii jądrowej w 2018 roku spadła w tym kraju o kolejne 10 proc., co doprowadziło do spadku jej poziomu o 19 proc. od 2015 roku. Elektrownie jądrowe dostarczyły 23,7 proc. koreańskiej energii elektrycznej, czyli znacznie mniej niż w okresie szczytowej produkcji 30 lat temu (53,3 proc. w 1987 roku). W Wielkiej Brytanii produkcja energii atomowej zmniejszyła się o kolejne 7,5 proc. Elektrownie jądrowe dostarczyły 17,7 proc. całkowitej energii kraju, podczas gdy maksymalna wartość wyniosła 26,9 proc. w 1997 roku. Choć w 2018 roku elektrownie jądrowe w USA wytworzyły rekordową ilość energii – 808 TWh, to ich udział w koszyku energetycznym spadł do 19,3 proc. – w 1995 roku udział ten wynosił 22,5 proc.

Do 1 lipca 2019 roku spośród 766 projektów budowy reaktorów rozpoczętych od 1951 roku co najmniej 94 jednostki – 12 proc. – w 20 krajach zostały zaniechane. Zwiększa się jednocześnie wiek eksploatowanych bloków jądrowych. Łącznie 272 reaktory, 2/3 światowego zbioru wszystkich elektrowni jądrowych, pracuje od 31 lat lub dłużej, przy czym 80 (19 proc.) jednostek osiągnęło wiek 41 lub więcej lat. Co najmniej 1/4 reaktorów podłączonych do sieci w USA nigdy nie osiągnęła planowanego przez projektantów wieku 40 lat. Z drugiej strony, spośród 97 eksploatowanych obecnie instalacji jądrowych 46 jednostek pracuje od 41 lat lub dłużej – tak więc połowa jednostek posiadających przedłużenie pozwolenia na eksploatację weszła już w okres przedłużonego funkcjonowania, a ich udział w ogólnej liczbie reaktorów stale rośnie, w wyniku czego w połowie 2019 roku średni wiek amerykańskich reaktorów jądrowych wynosił 38,9 lat. Z kolei francuskie reaktory pracują średnio 34,4 lat i większość z nich przeszła procedurę Francuskiej Agencji Bezpieczeństwa Atomowego, badającej każdy reaktor, co pozwala na ich eksploatację instalacji przez okres do 40 lat, czyli limit wieku określony przy projektowaniu tych inwestycji.

Koszty energii atomowej

Przygotowana pod koniec 2018 roku przez firmę Lazard analiza dla USA pokazuje, że w latach 2009-2018 koszty instalacji słonecznych o skali przemysłowej spadły o 88 proc., a wiatrowych o 69 proc., natomiast koszty instalacji jądrowych wzrosły o 23 proc. Ponadto szacuje się, że koszt budowy elektrowni nuklearnej o mocy 2500 MW to około 7 mld $, co daje 3 mln $ za 1 MW, w porównaniu do 1 mln $ za 1 MW w przypadku zakładu stosującego surowce konwencjonalne, takie jak węgiel.

Międzynarodowa Agencja ds. Energii stwierdziła w swojej niedawnej analizie, że obecne wysokie koszty kapitałowe energii atomowej sprawiają, że jest ona znacznie bardziej kosztowna, jeśli porównamy koszty uśrednione, niż energia wiatrowa lub wytwarzana z wykorzystaniem gazu – zarówno w Unii Europejskiej, jak i w USA. W Unii średnia wartość kosztów dla energii jądrowej wynosi około 110 $/MWh, a dla energii wiatrowej i słonecznej 85-90 $/MWh.

Zadrożniak zaznacza w raporcie, że prawie wszystkie budowane elektrownie nuklearne są projektami realizowanymi przez rządy lub przez przedsiębiorstwa państwowe, które jako takie nie podlegają dyscyplinie rynkowej i na ogół nie są w stanie zaangażować rynków kapitałowych bez gwarancji państwowych. A wszystko, co jest budowane prywatnie, jest przynajmniej o 40 proc. tańsze od tego, co jest budowane przez państwo. Jednak tylko państwo finansuje z podatków coś, o czym wszyscy wiedzą, że jest nieopłacalne. Prywaciarza na to nie stać! W USA cztery nierentowne elektrownie jądrowe otrzymały dotacje państwowe, które mają zapobiec ich przedwczesnemu zamknięciu. Kolejne cztery najprawdopodobniej również mogą liczyć na pomoc państwa. W odniesieniu do kilku innych trwają negocjacje. Wiele bloków jest nadal zagrożonych przedterminowym zamknięciem, nie są one bowiem w stanie konkurować na rynku.

Z elektrowniami atomowymi jest jeszcze ten problem: każda z nich kosztuje inaczej. Nie ma tej powtarzalności w ich budowie jak w przypadku elektrowni węglowych, gdzie koszty inwestycyjne kształtują się z dokładnością do +/-5 proc. Każda elektrownia atomowa to niepowtarzalna inwestycja, o czym świadczą przedłużające się czasy budowy, nieraz o 100 proc.

Budowa elektrowni jądrowej Sanmen w Chinach kosztowała 28 mld zł, czyli 11,97 zł za 1 W mocy zainstalowanej. Budowa przez francuski koncern Areva fińskiej elektrowni jądrowej Olkiluoto o mocy 1650 MW kosztowała 5,9 mld euro, czyli 16,31 zł/W. Dla porównania: średni nakład inwestycyjny w supernowoczesne bloki węglowe o parametrach nadkrytycznych, takie jak w Kozienicach czy Bełchatowie, wynosi 6,12 zł/W. Jednak projektowany okres eksploatacji bloku węglowego to ok. 30-35 lat, a jądrowego – 60 lat. Z drugiej strony koszty operacyjne i konserwacji w elektrowniach nuklearnych są trzykrotnie wyższe od tych kosztów w elektrowniach węglowych. Także węgiel (brunatny 70 zł/MWh, kamienny 110 zł/MWh) jest 2,5-3 razy tańszy od paliwa jądrowego (250 zł/MWh). Bez opłat za emisję CO2 w wysokości aktualnie ponad 200 zł/t energia z węgla jest trzy razy tańsza od energii z atomu.

W związku z powyższym inż. Marek Zadrożniak zadaje pytanie: kto kieruje rządem, który chce wydać około 500 mld złotych na likwidację dobrych elektrowni węglowych? Czy nie rządzą nami sabotażyści, tak uporczywie niszczący konwencjonalną energetykę?

Tomasz Cukiernik

CZYTAJ TAKŻE: Nadciąga katastrofa energetyczna. Testament śp. inż. Marka Zadrożniaka