Licznik energii elektrycznej, pieniądze, ceny prądu. Obrazek ilustracyjny. Foto: Pixabay
Licznik energii elektrycznej, ceny prądu. Obrazek ilustracyjny. Foto: Pixabay
Prawo i Sprawiedliwość wybrało stricte socjalistyczny sposób i będzie walczyć z podwyżkami rachunków za prąd poprzez dopłaty. Wiadomo, ile z publicznej kasy dostaną ci, którzy do dopłat się zakwalifikują.

Maksymalne miesięczne kwoty dopłat do rachunków za energię elektryczną wyniosą od 26 złotych 85 groszy do 73 złotych 22 groszy, a jest to uzależnione od wielkości gospodarstwa domowego – pisze o szczegółach „Dziennik Gazeta Prawna”.

Rozmówca „DGP” z rządu przekonuje, że prace nad nim powinny pójść sprawnie. „W tym tygodniu na pewno trafi na Stały Komitet Rady Ministrów, a być może nawet na posiedzenie rządu” – zapowiada. Gdyby tak się stało, już pod koniec tygodnia mogą zająć się nim posłowie.

Z ustaleń dziennika wynika, że dopłata dla gospodarstwa jednoosobowego ma wynieść 26 zł 85 gr miesięcznie. Ponieważ dodatki będą przyznawane na pół roku, łącznie będzie to 161 zł 10 gr.

Michalkiewicz. The Movie

Dla gospodarstw dwu- lub trzyosobowych kwota wzrośnie do 40 zł 27 gr miesięcznie (241,62 zł na pół roku), a dla rodzin złożonych z czterech lub pięciu osób do 56,14 zł miesięcznie (336,84 zł na pół roku).

Z kolei w przypadku gospodarstw liczących sześć osób lub więcej dodatek wyniesie 73 zł 22 gr na miesiąc, czyli 439 zł 32 gr w okresie półrocznym.

„To maksymalne stawki, które będą zmniejszone, jeśli ich kwota przekroczy 50 proc. szacowanego rachunku za prąd (dzisiaj maksymalny dodatek energetyczny może pokryć najwyżej 30 proc. wydatków)” – czytamy.

„DGP” zauważa, że prace mogą się opóźnić z powodu dyskusji o kwotach, jakie rząd powinien przeznaczyć na program wsparcia. Na razie maksymalny limit ustalono na 1,5 – 1,7 mld zł rocznie.

„Pojawiają się opinie, że to za mało. Tyle, że jak zrobimy z tego 4 mld zł, to potem będzie narzekanie, dlaczego nie sześć” – tłumaczy inna osoba z rządu.

Według gazety, w rządzie rodzą się też pomysły na pomoc dla firm. Nowy wiceszef resortu rozwoju Artur Soboń nie wyklucza, że mechanizm pomocowy dla części firm mógłby być wzorowany na tarczy antycovidowej.

Tak PiS wypija piwo, które nawarzył

Szokujące podwyżki za prąd są m.in. następstwem zielonej, ekologicznej polityki Unii Europejskiej, na którą godzi się rząd PiS. Płacimy więcej, a będziemy płacić jeszcze i jeszcze więcej przede wszystkim za rosnące w szalonym tempie uprawnienia do emisji CO2.

Od początku 2018 roku cena pozwolenia na emisję 1 tony CO2 (co jest de facto pustym papierem wartościowym!) wzrosła z 8 euro do ponad 60 euro. Mityczni eksperci taką cenę przewidywali „dopiero” za ok. 10 lat. Klimatyczno-energetyczna droga, jaką obrała UE, prowadzi na manowce całą wspólnotę.

Skoro piwa się już nawarzyło, to jest kilka sposobów jak je wypić, czyli podwyżki zniwelować. PiS wybrał oczywiście najgorszy z możliwych sposobów – koślawe dopłaty dla wybranej części społeczeństwa, na które zrzucą się pozostali, bo gdzieś rząd sobie te straty powetuje (czyli dodatkowo podrożeje coś innego). Dopłaty spowodują też wzrost kosztów administracyjnych, bo ktoś będzie je musiał obsługiwać, czyli wypełniać papierki i przybijać pieczątki.

Można chociażby obniżyć VAT na prąd (Czesi na czas kryzysu wprowadzili zerowy VAT na prąd), akcyzę na prąd, zlikwidować opłatę mocową (a szykuje się jej podwyżka) czy inne opłaty (podatki) zawarte w cenie prądu. A tak mamy samonakręcającą się spiralę poprzez kolejne dopłaty.

W Polsce VAT na prąd wynosi 23 proc. i należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Na przeciwnym biegunie są Grecy i Włosi, gdzie stawka ta wynosi odpowiednio 6 i 10 proc.

Obniżka VAT-u spowodowałaby też niższą cenę energii dla przedsiębiorstw. Ich podwyżki dotkną jeszcze bardziej niż przeciętnego Kowalskiego. A to z kolei oznacza podniesienie cen dostarczanych przez nich produktów i usług. Niemal każdy produkt i usługa są bowiem energochłonne, tzn. nie da się ich wytworzyć, zrealizować bez prądu.

Nie mówiąc oczywiście o tym, że z polityki klimatycznej należy się czym prędzej wypisać, bo doprowadzi ona do kompletnej biedy. Aktualna sytuacja to dopiero początek zmian. Na horyzoncie bowiem unijny pakiet „Fit for 55”. Czy ktoś zatrzyma to szaleństwo?

CZYTAJ TEŻ: