Polski Ład. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
Polski Ład. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
Chaos z tzw. Polskim Ładem trwa w najlepsze. W kotle postanowił zamieszać premier Mateusz Morawiecki i z grubsza stwierdził, że jest taki burdel, więc każdy niech się rozlicza jak chce.

O fatalnie przeprowadzonej reformie podatkowej i jej możliwych katastrofalnych skutkach alarmowano od kilku miesięcy. PiS parł jednak do celu nie zważając na głosy krytyczne i dał ekstremalnie mało czasu na zapoznanie się z nowymi zasadami. I nie dał czasu na usunięcie wielu błędów. Prezydent Andrzej Duda zatwierdził Polski Ład dopiero w drugiej połowie listopada ub.r.

W przeważającej większości firm po nowym roku nastała konsternacja. Właściwie nikt nie wie, jak rozliczyć pensje tak, by ludzie – zgodnie z szumnymi i propagandowymi zapowiedziami rządu – mieli na Polskim Ładzie zyskać.

Polski Ład uderzył już w nauczycieli, służby mundurowe, ale prawdziwa fala wkurzenia i niedowierzania dopiero przed nami, a to dlatego, że pensje za styczeń w większości firm wypłacane będą na koniec miesiąca lub na początku przyszłego. Armagedon nadciąga.

Michalkiewicz. The Movie

W międzyczasie ministerstwo finansów wydało rozporządzenie, które jako akt prawny nie jest ważniejsze od ustawy, więc nie powinno się go stosować. Skonsternowani są urzędnicy ze skarbówki, którzy nie wiedzą, jak działać w nowej podatkowej rzeczywistości. Nie wiedzą także pracownicy ministerstwa finansów, a sam minister Kościński z rozbrajającą szczerością przyznał ostatnio, że „zderzył się z rzeczywistością”, o której zbytnio nie miał pojęcia.

Teraz przed kamery wyszedł premier Morawiecki i… stwierdził, że „jeśli ktokolwiek zarabiający do 12 800 zł brutto miesięcznie straci na Polskim Ładzie, będzie mógł rozliczyć się na zasadach z 2021 r.”.

Oczywiście słowa premiera na konferencji nie są w żaden sposób zobowiązujące i bez żadnych nowelizacji nie można zgodnie z prawem stosować założenia przedstawionego przez Morawieckiego. Prawa nie zmienia się konferencją prasową. Szef rządu nie podał żadnych szczegółów, żadnych założeń, żadnych terminów, w jakich miałyby zacząć obowiązywać nowe zasady. Bo na pewno nie od lutego – czasu jest zdecydowanie za mało.

Słowa te w żaden sposób nie rozwiązują także wątpliwości, a jedynie pogłębiają niepewność. Kadry płac z pewnością są wdzięczne.

W końcu przekaz premiera jest następujący: narobiliśmy takiego burdelu, więc niech każdy rozlicza się tak jak chce.

Kompromitacja Polskiego Ładu trwa w najlepsze. Najważniejsze, że na Titanicu wciąż gra orkiestra.

CZYTAJ TAKŻE: