Sylwia Spurek znów donosi do UE w sprawie Kanału na Mierzei Wiślanej /Fot. PAP
Sylwia Spurek /Fot. PAP
REKLAMA

Skrajnie lewicowa Sylwia Spurek rozważa start w wyborach prezydenckich w 2025 roku. Twierdzi, że Polska potrzebuje jako głowy państwa feministki i weganki.

W 2015 roku Spurek została wybrana przez Adama Bodnara na zastępcę Rzecznika Praw Obywatelskich i tak zaczęła się jej kariera w polityce.

Potem zakręciła się przy Robercie Biedroniu, dzięki czemu została poseł do Parlamentu Europejskiego. Do partii Biedronia już nie należy. Oficjalnie jest bezpartyjna, choć kręci się przy Zielonych.

REKLAMA

Znana jest z wielu ultralewicowych postulatów. Uważa chociażby, że wszyscy powinni przestać jeść mięso, bo globalne ocieplenie i prawa zwierząt. Twierdzi, że „to, co jemy, nie jest naszą prywatną sprawą”.

Wspiera także unijny zielony ład, przez co będzie po prostu bardzo drogo. Była zachwycona, gdy niedawno UE podwyższyła VAT na tzw. „produkty niezdrowe”. To tylko wierzchołek góry lodowej absurdalnych postulatów Spurek.

Obrończyni „gwałconych krów” w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” zdradziła, że rozważa start na urząd prezydenta RP w 2025 roku.

„Polska zasługuje na prezydenta, a najlepiej prezydentkę, która będzie feministką i weganką. Polska tego potrzebuje” – tak tłumaczy potrzebę startu.

Najwyraźniej nic więcej poza feminizmem i weganizmem nie ma do zaproponowania. Przyznaje natomiast, że szans większych na zwycięstwo nie ma, lecz dzięki kampanii mogłaby głosić bez przeszkód swoje hasła.

„W perspektywie najbliższych lat moim celem jest przesuwanie granic debaty. Kiedy weszłam do polityki, dostałam do ręki potężny mikrofon i możliwość głośnego mówienia o rzeczach, o których politycy i polityczki nadal milczą i których nie chcą słuchać od ludzi nauki i organizacji pozarządowych. W tym kontekście kampania prezydencka wydaje się kuszącym pomysłem i być może początkiem czegoś więcej” – dodała Spurek w rozmowie z „GW”.

REKLAMA